Kim jest Gina McCarthy? To szefowa Agencji Ochrony Środowiska Stanów Zjednoczonych. Muszę przyznać, że nie wiedziałem do dzisiaj kim ona jest, ale jej zapowiadana w przyszłym tygodniu wizyta na Tajwanie wyrwała mnie z ignorancji.
Oczywiście pani McCarthy nie jest specjalnie ważnym członkiem administracji, ale jest to pierwsza oficjalna wizyta przedstawiciela Stanów Zjednoczonych na Tajwanie od 14 lat. Co na pewno wywoła wściekłość w Pekinie.
Pekin od lat sprzeciwia się wszelkim oficjalnym wizytom przedstawicieli obcych rządów na Tajwanie, ponieważ przyjmowanie przedstawicieli obcych państw jest jedną z podstawowych prerogatyw niepodległego rządu.
Prezydent Ma, który wygrał po raz pierwszy wybory w 2008 roku pod hasłem uspokojenia relacji z kontynentem, także nie za bardzo zabiegał o wizyty zagranicznych dygnitarzy, aby nie drażnić ChRL. Przez jakiś czas wydawało się nawet, że istnieje ciche porozumienie między GMD a KPCh dotyczące „wojny” na uznanie międzynarodowe, ale Pekin nie dawno wrócił do starej gry w kupowanie uznania w krajach Afryki i Ameryki Łacińskiej. ChRL nie protestowała jednak, kiedy w 2011 roku na wyspę przyjechał Rajiv Shah – ówczesny szef Agencji Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego, ale Shah w przeciwieństwie do McCarthy nie miał statusu członka gabinetu.
Wygląda, że Waszyngton i Tajpej nie chcą, mimo wszystko, drażnić Pekinu i informacji o wizycie nadano najniższy możliwy profil. Dla Ma wizyta członka gabinetu stanowi dar z niebios w sytuacji, kiedy jest dosyć powszechnie oskarżany o zbyt ugodową politykę w stosunku do kontynentu. Także Demokraci w Waszyngtonie próbują przed jesiennymi wyborami do Kongresu chociaż trochę osłabić atak Republikanów oskarżających administrację Obamy o słabość w stosunkach międzynarodowych. Nie tylko w stosunku do Moskwy, ale przede wszystkim do Pekinu.

