Dzisiaj japoński jen (JPY) osiągnął poziom niespotykany od około 20 miesięcy, gwałtownie wzrastając i grożąc przekroczeniem kluczowej czerwonej linii, która mogłaby wywołać interwencję banku centralnego.
Podczas popołudniowych notowań w Tokio JPY przekroczył poziom 159,44 za USD – ostatnio osiągnięty w styczniu – i szybko osiągnęł poziom 159,68 JPY, po czym ponownie spadł. Jeśli kurs przekroczy 160 JPY za USD, może to spowodować interwencję. Jeśli przekroczy 161,95 JPY za USD – poziom osiągnięty na początku lipca 2024 roku – będzie to najniższy poziom od 39 lat.
JPY stracił na wartości w stosunku do dolara w wyniku gwałtownego wzrostu cen ropy po ataku Izraela i USA na Iran pod koniec lutego.
Wielu inwestorów i analityków uważa, że kurs 160 JPY za USD zmusi Japonię do podjęcia działań i nie pozostawi jej innego wyboru, jak tylko sprzedać dolary i zacząć kupować JPY, aby wesprzeć swoją walutę. Nic dziwnego, że rośnie też spekulacja, co tylko pogłębia kryzys.
W zeszłym roku Japonia i USA uzgodniły w oświadczeniu, że interwencja walutowa jest „zastrzeżona do zwalczania nadmiernej zmienności i nieuporządkowanych ruchów kursów walutowych.” Stwarza to ryzyko dla ambitnych planów premier Takaichi dania Japonii nowego impulsu rozwojowego.
Niesie też ze sobą echa lat 80., kiedy USA zmagały się z ogromnym deficytem handlowym. USD był bardzo silny, co sprawiało, że amerykańskie produkty były drogie, a import, wtedy zwłaszcza z Japonii, ale też RFN, relatywnie tani. Amerykańscy producenci aut i elektroniki przegrywali walkę z japońskimi gigantami. Déjà Vu?
Waszyngton wywarł presję na partnerów handlowych i 22 września 1985 roku przedstawiciele państw G5 (USA, Japonia, RFN, Francja, Wielka Brytania) spotkali się w hotelu Plaza w Nowym Jorku. Zdecydowali, że USD musi stracić na wartości, a JPY i marka niemiecka – zyskać. Porozumienie zostało ochrzczone „Plaza Accord.” Skutki były prawie natychmiastowe. W ciągu zaledwie dwóch lat wartość JPY w stosunku do USD niemal się podwoiła.
Tokio miało problem, więc aby ratować eksporterów i stymulować gospodarkę, Bank Japonii drastycznie obniżył stopy procentowe i wpompował w rynek ogromne ilości gotówki. Tylko, że Japończycy zamiast inwestować w innowacje i rozwój produkcji, zaczęli kupować nieruchomości i akcje. Ceny gruntów wystrzeliły. W pewnym momencie grunt pod Pałacem Cesarskim w Tokio był wart więcej niż cała ziemia w Kalifornii. Indeks giełdowy Nikkei wzrósł niemal trzykrotnie w ciągu kilku lat. Déjà vu?
W 1989 roku bank centralny zorientował się, że sytuacja wymyka się spod kontroli i zaczął gwałtownie podnosić stopy procentowe. Bańka pękła a Japonia pokrążyła się na dekadę, jeżeli nie dłużej, w stagnacji.
To kolejne reperkusje wojny z Iranem. Jeżeli konflikt nie skończy się szybko, to kolejne fale wstrząsowe będą rozchodzić się po świecie jak kręgi na wodzie.
