Autor: Chen Jian
Tytuł: Zhou Enlai. A life (Zhou Enlai. Życie)
Wydawnictwo: Harward University Press (2024)

Sięgając po książkę Chen Jiana bałem się, że będzie tępą hagiografią. Jest gorzej. To przemyślana operacja wybielania Zhou Enlai.

Owszem, autor stwierdza, że reputacja Zhou Enlai jest przedmiotem kontrowersji, wymienia główne zarzuty pod jego adresem i wielokrotnie przedstawia go jako współwinnego represji, sfabrykowanych spraw i kolejnych maoistowskich katastrof. Jednak równocześnie przy każdej okazji pokazuje ten współudział w kontekście, łagodzi go i moralnie amortyzuje, przedstawiając Zhou Enlai zarówno jako uczestnika, jak i więźnia systemu rewolucyjnego, a zwłaszcza jako człowieka próbującego zapobiec zatonięciu „wielkiego statku.” Widać tendencję do bagatelizowania bezpośredniej osobistej winy za aresztowania, tortury i zabójstwa, nawet gdy Chen Jian pokazuje, że Zhou Enlai podpisywał dokumenty, kierował organami bezpieczeństwa lub współorganizował czystki.

Chen Jian koncentruje się na trzech podstawowych wątkach: niezachwianej lojalności wobec Mao, politycznym stylu nastawionym na samoobronę i przetrwanie oraz poważnych wątpliwościach dotyczących charakteru i moralnej uczciwości Zhou Enlai. Mówi nawet, że Zhou Enali „odegrał integralną rolę” w procesie rewolucyjnym naznaczonym „niewyobrażalną przemocą wobec ludności.” Przyznaje, że „teka” Zhou Enlai obejmowała także budowę tajnych służb KPCh – Sekcję Służb Specjalnych (中央特科, Zhōngyāng Tèkē, potocznie Teke), których funkcje obejmowały wywiad, bezpieczeństw i „eliminację zdrajców.” Ponadto pokazuje, że Zhou uczestniczył w poważnych prześladowaniach politycznych po 1949 roku lub na nie przyzwalał. W sprawie Hu Fenga, Pan Hanniana, Lianga Shuminga i podobnych przypadków Chen pisze, że Zhou często nie zgadzał się z Mao, ale mimo to „współdziałał z Mao, a nawet stał się jego wspólnikiem.” Aż chce się powiedzieć: zabijał, ale się nie cieszył. W sprawie Liu Shaoqi książka podaje, że Zhou podpisał fałszywy raport, piętnujący Liu jako zdrajcę i że „ostatecznie poświęcił Liu”.

W rzeczywistości Chen Jian stosuje sprytny zabieg tzw. uniewinnianie poprzez tragedię. Nawet gdy Chen Jian opisuje Zhou Enlai wykonującego coś godnego potępienia, często natychmiast przedstawia to jako czyn podwładnego uwięzionego pod władzą Mao, że istnieją powody, dla których historia powinna mu wybaczyć. Nie jest to neutralny opis, ale moralne relatywizowanie.

Drugim „trikiem” jest nacisk na rolę instytucjonalną niż na przemoc operacyjną. Teke jest opisywana jako zajmująca się „eliminacją zdrajców,” ale żaden fragment książki nie podaje konkretnych sprawa zabójstw, porwań czy tortur wykonywanych z rozkazu Zhou Enlai. Bardziej obiektywne biografie Zhou Enlai pokazują budowę Teke jako centralny element jego formacji politycznej, a nie jako coś pobocznego.

Trzecią sztuczką jest tendencja do przedstawiania Zhou Enlai jako osoby próbującej ograniczyć szkody w przypadkach, w których jest dosyć duży konsensus, że w rzeczywistości Zhou Enlai sprzyjał działaniom systemu. Chen Jian minimalizuje nie tylko odpowiedzialność Zhou Enali za terror Teke, ale za wszystkie ekscesy chińskich komunistów. Co prawda, przyznaje, że Zhou Enlai zbudował i nadzorował ten system, ale nacisk kładzie na bezpieczeństwo i przetrwanie w „białym terrorze,” a nie na „czerwony terror” KPCh. Również wymiar represyjny spraw politycznych jest często niedostatecznie opisany. Książka przedstawia Zhou Enlai na każdym kroku jako osobę o ograniczonych możliwościach działania, a nie jako urzędnika najwyższego szczebla, aktywnie kierującego machiną terroru, jakim był w rzeczywistości.

Jak to jest, że intelektualiści tak często bagatelizują „swoich” zbrodniarzy? Może dlatego, że bronią nie tylko konkretnej osoby, lecz także obrazu własnej klasy jako rozumnej, potrzebnej i zasadniczo moralnej? Przyznanie pełni winy takiemu sprawcy uderza pośrednio w ich własny prestiż, samoocenę i poczucie niewinności. To nie znaczy, że każda próba niuansowania jest zła. Problem zaczyna się wtedy, gdy „złożoność sprawcy” wypiera cierpienie ofiar, kontekst zaczyna zastępować odpowiedzialność, inteligencja i kultura osobista traktowane są jak okoliczności łagodzące, a mówienie, że „nie miał wyjścia” staje się odruchem. Niestety, mamy tutaj tego kliniczny przykład. U Chen Jian solidarność kastowa jest ubraną w subtelność i pozory bezstronności.

Zgadzam się, że dobra biografia powinna pokazać złożoność człowieka, ale jednocześnie nie może rozmywać faktu, że ten człowiek współtworzył system represji albo świadomie go podtrzymywał. Mam wątpliwość, czy Chen Jian byłby równie wyrozumiałego wobec sprawcy z innej klasy społecznej – jak Gu Shunzhang (顾顺章) – z którym nie czułby powinowactwa osobistego?

Nieznane's awatar

Opublikował/a Michał Bogusz

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.