Wczoraj minister odpowiedzialny za straż przybrzeżną Tajwanu oświadczył, że Tajwan wzmocni swoją obronę wysp Pratas w związku z nasileniem działań Chin w rejonie atolu.
Położone mniej więcej pomiędzy południowym Tajwanem a Hongkongiem wyspy Pratas są podatne na chiński atak ze względu na odległość ponad 400 km Tajwanu i znajdują się poza zasięgiem operujących z Tajwanu myśliwców.
Wyspy Pratas to w rzeczywistości atol będący jednocześnie tajwańskim parkiem narodowym, jest tylko w niewielkim stopniu broniony przez Tajwan, a odpowiedzialność za to spoczywa na straży przybrzeżnej.
Kuan Bi-ling, szefowa tajwańskiej Rady ds. Spraw Morskich, stwierdziła, że Chiny stopniowo rozszerzają obszary morskie, na których prowadzą „nękanie w szarej strefie” – odnosząc się do operacji niebojowych mających na celu wywieranie presji na Tajwan, takich jak patrole straży przybrzeżnej. Dodała, że od zeszłego roku liczba chińskich statków rządowych, w tym straży przybrzeżnej, wzrosła w okolicy Pratas, podczas gdy wcześniej aktywność koncentrowała się wokół samego Tajwanu i wysp Kinmen, położonych blisko chińskiego wybrzeża.
Pratas nie mają większego znaczenia strategicznego, ale ogromne polityczne i symboliczne. Moim zdaniem w Pekinie mogą rozważać zajęcie atolu, jako element testowania zarówno Tajpej jak i Waszyngtonu, ale taka operacja niosłaby ze sobą także pewne ryzyka.
Z jednej strony w Pekinie może przeważyć zdanie, że sami Tajwańczycy nie będą wstanie zapobiec zajęciu atolu, a Amerykanie nie zaangażują się z powodu „łachy piachu.” Szybkie zajęcie Pratas przyczyniłoby się do dalszej erozji amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa nie tylko dla Tajwanu ale w ogóle w Azji Wschodniej w ogóle. Przywódcy KPCh mogą też liczyć, że w momencie, kiedy Waszyngton się odwróci od Tajpej, to Tajwańczycy po prostu się poddadzą.
Z drugiej strony, reakcja zarówno na Tajwanie jak i USA może być inna. Zajęcie Pratas może zadziałać na społeczeństwo tajwańskie podobnie jak zajęcie Krymu w 2014 roku zaowocowało na Ukrainie. Zamiast podzielone wyspy Chiny mogłyby stanąć na przeciwko zdeterminowanej do walki o niezależność populacji. Również Waszyngton ma rożne możliwości odpowiedzi na zajęcie Pratas. Zamiast próbować odblokować atol, mógłby po prostu wysłać wojska na sam Tajwan. Ponieważ obecność obcych wojsk na Tajwanie jest jedną z „czerwonych linii” Pekinu, to Amerykanie „sprawdziliby blef Pekinu.”
Osobiście uważam, że Pekin, jeżeli zdecyduje się na inwazje, to od razu pójdzie na całość. W międzyczasie będzie nadal generował napięcia w szarej strefie.
