Na Tajwanie większa część siódmego miesiąca księżycowego jest poświęcona tym, co odeszli. Świątynie na wskroś całej wyspy są wypełnione po dachy setkami a nawet tysiącami pudełek z darami dla duchów przodków. Oprócz żywności dla zmarłych miejsca kultu a nawet ulice są zapełnione girlandami z żółtego papieru, który symbolizuje pieniądze albo przedstawia obrazy darów na życie w zaświatach.
W przeciwieństwie do święta zmarłych na kontynencie, które przypada w kwietniu i jest poświęcone konkretnym zmarłym oraz staraniom o ich przychylność, to tajwański miesiąc duchów celebruje duchy jako takie. Mieszkańcy wyspy wierzą, że w tym okresie bramy zaświatów się otwierają i wszystkie duchy wracają między żywych. Dlatego świątynie i ulice zapełnione są darami. Z jednej strony mają one przywitać zmarłych, z drugiej upewnić się, że ci nie będą niczego szukali po domach.
Miesiąc duchów jest obchodzony razem i w harmonii zarówno przez Buddystów i Taoistów.
Jedne z najbardziej spektakularnych obchodów mają miejsce w Keelung na północnym wybrzeżu Tajwanu. Przedstawiciele jedenastu lokalnych klanów budują duże, przenośne kapliczki z drewna i papieru, ozdobione żółtymi lampionami i światłami choinkowymi. Wszystko tworzone w tradycyjnym stylu.
W nocy kapliczki są ustawiane wzdłuż linii brzegowej i tworzą rodzaj świętej ulicy, na której spotykają się duchy (od strony morza) i żywi (od strony lądu), którzy przynoszą symboliczne dary z papieru i „piekielne” pieniądze.
W tych świętach miesza się tradycja i nowoczesność. Wśród wykonanych misternie z papieru darów można znaleźć telefony komórkowe, komputery a nawet samochody naturalnej wielkości. Lokalne media prowadzą transmisję na żywo z poszczególnych uroczystości. Wszystko jest pełne kolorów, świateł, zapachów i typowego dla południowej Azji zgiełku. Setki cymbałków, piszczałek i gongów w kompletnej dysharmonii nie pozostawia chwili ciszy.
W czasie kulminacyjnej nocy wybudowane z mozołem kapliczki – rozświetlone setkami lampionów – są spuszczane na wodę. Wybrani pływacy wyprowadzają je dalej w morze. Kołysanie fal powoduje, że płomienie lampionów zajmują w pewnym momencie papierowe karnisze, a od nich całe konstrukcje, które płonąc odpływają coraz dalej.
Korzenie święta giną w historii Tajwanu, ale prawdopodobnie wiąże się z pokojowym sposobem konkurowania klanów, które przybyły z kontynentu, z dzisiejszej prowincji Fujian. I co prawda, kiedy kapliczki mają prowadzić duchy do lądu, to klan, którego kapliczka utrzyma się na wodzie najdłużej i odpłynie najdalej może się spodziewać zarówno dobrego losu przez kolejny rok, ale też zdobywa szacunek innych.
Trzeba jednak pamiętać, że adresatem całego tego przedstawienia są duchy nie ludzie.

Zdjęcie: Craig Ferguson

