Choć znam nieźle hiszpański i kiedyś interesowałem się Ameryką Łacińską, to od lat nie śledzę tego zakątka świata na bieżąco, więc nie będę komentowała lokalnej polityki. To co mnie interesuje, to obecność Chin w regionie i reperkusje amerykańskiej interwencji w Wenezueli dla Pekinu. Tych jest kilka.
1. Wielu komentatorów twierdzi, że Amerykanie łamiąc prawo międzynarodowe, dają pretekst do tego samego Pekinowi czy Moskwie. Moim zdaniem nie ma to znaczenia. Naprawdę, chińscy komuniści, czy klika z Kremla nie potrzebują pretekstu, aby robić swoje. Jeżeli Xi Jinping uzna, że może lub musi najechać Tajwan, to zadziała bez względu na to, czy Trump wcześniej uprowadził Maduro czy nie. Uważam też, że strach, że to ułatwi to relatywizację na globalnej arenie działań Moskwy na Ukrainie czy Pekinu na Morzu Południowochińskim za przesadzony, choć chińska i rosyjska propaganda będzie miała teraz używanie. Powód jest prosty, większość ludzi na tzw Globalnym Południu na co dzień doświadcza życia, w którym silniejszy grabi ile może. Akcja Trumpa nie zmieni ich sposobu myślenia o świecie, co najwyżej go ugruntuje. Problemem są ludzie na Zachodzie, którzy projektują swój sposób myślenia na innych. W rzeczywistości wojna w Europie nie spędza ludziom w innych częściach świata snu z powiek, a najwyżej daje im Schadenfreude.
2. Według danych, jakie mam. import ropy naftowej z Wenezueli stanowi około 4–4,5% całkowitego importu ropy naftowej drogą morską do ChRL. Dane te pochodzą z analiz przeprowadzonych przez firmy zajmujące się analizą rynku energii, takie jak Vortexa, które szacują, że w 2025 roku Chiny importowały z Wenezueli około 470 tys baryłek dziennie, co stanowi około 4,5% ropy naftowej sprowadzanej do Chin drogą morską. Realistycznie, ropa naftowa z Wenezueli pokrywa około 3-4% konsumpcji ChRL. Nie jest to ilość, której Pekin nie będzie mógł szybko zastąpić ropą z innych kierunków, przede wszystkim rosyjskiego.
3. Od początku XXI wieku Chiny udzieliły Wenezueli kredytów o wartości dziesiątek miliardów dolarów. Niektóre szacunki mówią nawet o 60 mld USD. Jednak większość tych kredytów została zrestrukturyzowana, częściowo spłacona ropą naftową lub uznana za niespłacalne, co sprawia, że obecne saldo zadłużenia jest w rzeczywistości bliższe 10 mld USD. Wciąż całkiem poważna sumka, ale nie na tyle duża, aby w Pekinie dramatyzowano.
4. Chińska obecność wojskowa w regionie jest minimalna. Co prawda, chińskie media państwowe wyemitowały w zeszłym miesiącu materiał z ćwiczeń sztabowych ALW przeprowadzonych w Xuchang w prowincji Henan, pokazujący scenariusze operacji daleko od wybrzeży ChRL. Na ekranach wyświetlono manewry samolotów i jednostek morskich w pobliżu Kuby, na Morzu Karaibskim i w Zatoce Meksykańskiej, ale także na Tajwanie i Morzu Ochockim. W tych grach wojennych siły „czerwone” (ALW i SZFR?) i siły „niebieskie” (przeciwnik) były widoczne podczas interakcji na tych akwenach, co sugeruje, że ALW ćwiczy potencjalne koncepcje operacyjne na półkuli zachodniej. W rzeczywistości można raczej uznać, że tego typu „pokazówki” mają wciąż charakter propagandowy. Ani Rosjanie, ani Chińczycy nie mogli uratować Maduro, tak samo jak nie mogli pomóc Iranowi. Amerykańska operacja obnażyła ich słabość i pokazała, że w globalnej projekcji siły Chin jest więcej projekcji, ale nie za dużo siły.
5. Potencjalnie dużym problemem jest fakt, że chińskie radary i systemy wczesnego ostrzegania, z których korzysta, czy też korzystała, wenezuelska armia kompletnie zawiodły. Wenezuelska obrona powietrzna była oparta na chińskich systemach radarowych, jak JY-27 i JYL-1, zintegrowanych z szerszą siecią obrony powietrznej w celu wykrywania i śledzenia zagrożeń powietrznych. Jednak system był oparty o naziemne stacje radarowe a nie samoloty wczesnego ostrzegania, takie jak te używane przez samą ALW. Dzisiaj też jeszcze nie wiemy, czy te systemy zwiodły, bo Amerykanie potrafili je sparaliżować, czy dlatego, że CIA przekupiła dowódców i „patrzyły” one w inną stronę. Myślę, że to jedno z najważniejszych pytań, na które odpowiedź szuka teraz chiński wywiad w Wenezueli.
6. Wreszcie jest kwestia polityczna, chyba najważniejsza. W Pekinie będą się zastanawiali, czy jest to zaproszenie do podziału świata. Nie wiemy, jakie sygnały nieoficjalnymi kanałami wysyła administracja Trumpa. Nie wiemy, czy w ogóle jakieś wysyła. Fakt, że atak nastąpił w czasie, kiedy w Caracas była chińska delegacja na czele z Qiu Xiaoqi, specjalnym wysłannikiem Pekinu do Ameryki Łacińskiej i Karaibów, wskazuje, że Amerykanie uznali, że nie muszą się przejmować Chińczykami. Moim zdaniem to zbieg okoliczności, a nie celowe działanie. Niemniej, Pekin będzie interpretował, że Biały Dom nie przełożył operacji z powodu chińskiej delegacji, jako dodatkowe upokorzenie. W rzeczywistości i my, i Pekin będzie mógł więcej wywnioskować o intencjach Trumpa w czasie zapowiadanej na kwiecień jego wizyty w Chinach. W międzyczasie wszyscy będą obserwowali zarówno dalszy przebieg wydarzeń w Wenezueli, jak jego kolejne ruchy na arenie międzynarodowej. Jeżeli wszystko pójdzie w miarę sprawnie w Caracas, to wzmocni Trumpa, ale też może skłonić do ostrzejszych działań wobec innych. Tylko na kogo padnie oko Saurona?
