Dane opublikowane dzisiaj wskazują, że wskaźnik urodzeń w Korei Południowej wzrósł w 2025 roku drugi rok z rzędu. Dla wielu komentatorów stanowi to kolejny sygnał, że państwo, borykające się od prawie dziesięciu lat z kryzysem demograficznym może zacząć wychodzić z trudnej sytuacji. Ja nie byłbym tego taki pewien.
Według wstępnych danych Ministerstwa Danych i Statystyki, całkowity wskaźnik dzietności w Korei Południowej, czyli średnia liczba dzieci, jaką kobieta urodzi w ciągu swojego życia, wyniósł w zeszłym roku 0,80, co stanowi wzrost w porównaniu z 0,75 z 2024 rokiem. Tempo odbicia jest szybsze niż optymistyczne prognozy rządu, które zakładały 0,75 w 2025 roku i 0,80 w 2026 roku i przewidują, że całkowity wskaźnik dzietności przekroczy 1,0 na kobietę w 2031 roku.
Fajnie, jednak różnica wynosi tylko 0,05. Oczywiście dzietność rzadko kiedy rośnie skokowo i prędzej skokowo spada, więc nie można oczekiwać cudów. Jednak droga do wyjścia z demograficznego dołka i dojście do poziomu 2,3 jest jeszcze daleka.
Ponadto liczba nowych urodzeń zaczęła rosnąć w 2024 roku dzięki ożywieniu po pandemii i pronatalistycznej polityce rządu. Moim zdaniem ta ostatnia miała mniejsze znaczenie. Ważniejszy był koniec pandemii i wzrost zawieranych małżeństw, które odkładano w czasach zarazy. Ponieważ w Korei Południowej, jak w wielu innych państwach Azji Wschodniej liczba małżeństw jest dobrym wskaźnikiem nowych urodzeń z przesunięciem czasowym wynoszącym od jednego do dwóch lat. Po pandemii liczba małżeństw wzrosła o 8,1% w 2025 roku, po rekordowym wzroście o 14,8% w 2024 roku. Tylko to oznacza, że pula odkładanych małżeństw wkrótce się wyczerpie i liczba albo się ustabilizuje lub zacznie spadać – moim zdaniem zacznie spadać skoro w dorosłość zaczną wchodzić roczniki urodzone w okresie zapaści demograficznej.
Tutaj dochodzimy do sedna problemu, a właściwie do sedna niezrozumienia problemu przez większość komentatorów. Wskaźnik dzietności mówi nam o liczbie dzieci jaką statystyczna kobieta będąca w wieku rozrodczym w danym okresie czasu – zazwyczaj rok – urodzi w swoim życiu. Wzrost tego wskaźnika nic nie mówi nam o innym kluczowym wskaźniku: liczbie kobiet w wieku rozrodczym w danej populacji. Ta jednak będzie maleć w raz z wchodzeniem w wiek reprodukcyjny roczników urodzonych w czasie zapaści demograficznej. W ciągu ostatnich 20 lat liczba kobiet w wieku rozrodczym spadła w Korei Południowej o ponad 2,5 miliona, a to przy dzietności 0,80 oznacza, że nie urodzi się 2 mln dzieci. Z tego około 1 mln kobiety, wiec „baza” będzie wciąż maleć.
Trzeba też pamiętać, że wskaźnik dzietności 2,3 oznacza osiągnięcie zastępowalności pokolenia w wieku rozrodczym, a nie całej populacji, więc luki demograficzne powstałe wcześniej nie zostaną wyrównane. Do tego trzeba by dojść zapewne do poziomu dzietności w okolicach 3.
Od 0,80 do 3,0 droga daleka.
