Pomnik Kamehameha I, który zjednoczył Wyspy Hawajskie w 1810 roku.

Pomnik Kamehameha I, który ostatecznie zjednoczył Wyspy Hawajskie w 1810 roku.

Historia Hawajów jest fascynująca i pełna przedziwnych zwrotów. Mało kto zdaje sobie na przykład sprawę, że kiedy Japończycy w grudniu 1941 roku zaatakowali bazę US Navy w Pearl Harbor, to wcale nie zaatakowali, de iure, amerykańskiego terytorium.

Dzisiaj jastrzębie (鹰派 ying pai) w Pekinie pragną wysunąć roszczenia terytorialne w stosunku do Hawajów lub przynajmniej uzbroić członków miejscowego ruchu niepodległościowego. Trochę abstrakcyjna, czy wręcz niedorzeczna, idea wykorzystania organizacji niepodległościowych na Hawajach pojawia się w Pekinie przy okazji każdej sprzedaży broni przez Stany Zjednoczone Tajwanowi.

Hawaje zostały zjednoczone w 1810 roku pod berłem Kamehameha Wielkiego, który proklamował Królestwo Hawajów. W latach czterdziestych XIX wieku Królestwo uzyskało podmiotowość międzynarodową, a jego niepodległość potwierdziły największe mocarstwa ze Stanami Zjednoczonymi włącznie. Napływ na wyspy obywateli amerykańskich, zwłaszcza po wydzierżawieniu przez Waszyngton bazy morskiej w Pearl Harbor doprowadził jednak do napięć wewnętrznych, których efektem był zamach stanu z 1893 roku. Zamach przeprowadzili biali obywatele Stanów Zjednoczonych, („niebieskie ludziki”?) wsparci kompanią marines, a rządy przejął Komitet Bezpieczeństwa (SIC!). Republikę ogłoszono w 1894 roku. Rdzenni mieszkańcy pozbawieni kompletnie prawa publicznych próbowali się jeszcze bronić w powstaniu z 1895 roku, ale przewaga ognia była po stronie „niebieskich ludzików” z USMC.

Wszystko brzmi strasznie znajomo, no nie? To w sumie też ciekawy przykład, jak historia jest pisana przez zwycięzców. Zamach stanu dokonany przez obcych obywateli nazywany jest „rewolucją republikańską”, a powstanie rdzennych mieszkańców „kontrrewolucją monarchistyczną”. Jednak wbrew mitologii ruchu niepodległościowego Hawaje przed inwazją białych osadników nie były też rajem.  – Dla jasności: Działania Amerykanów na Hawajach nie mogą w żaden sposób usprawiedliwiać Rosji na Ukrainie, lub innych gdzie indziej, zwłaszcza w XXI wieku.

Akt o aneksji Hawajów pojawił się już w 1897 roku, ale petycja protestacyjna rdzennej ludności odwlekła decyzję. To wtedy też po raz pierwszy u wybrzeży Hawajów pojawiła się japońska flota wojenna. Tokio nie chciało zaakceptować aneksji. Ostatecznie Hawaje anektowano rok później, a w 1959 Hawaje stały się pięćdziesiątym stanem Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Co do tego wszystkiego ma ChRL?

Najwięcej pisze o tym Michael Pillsbury w swojej wydanej w zeszłym tygodniu książce “The Hundred-Year Marathon”. Mimo że Pillsbury przeprowadził szereg wywiadów z generałami ALW oraz jest wieloletnim konsultantem Pentagonu, to jego relacje mogłyby być niewystarczające aby traktować tak kuriozalne pomysły serio. W sumie, kto słyszał o ruchu niepodległościowym na Hawajach?

Lecz pierwsza o groźbach Pekinu podjęcia formalnych roszczeń terytorialnych w stosunku do Hawajów mówiła w 2012 roku była Sekretarz Stanu US Hillary Clinton. Przedstawiciele ChRL zawsze jednak poruszyli temat w świetle działań Waszyngtonu chroniących de facto niepodległość Tajwanu.

Pekin oczywiście nie ma żadnych podstaw formalno-prawnych czy historyczny do roszczeń w stosunku do Hawajów. Całość można by potraktować jako idiotyczną szarże odgryzania się za pomoc Tajwanowi, gdyby była wypowiedziana przez jakiegoś nacjonalistycznego publicystę. Niestety groźby padają z ust oficjalnych przedstawicieli rządu w Pekinie.

Problem nawet nie w tym, że jakiś rząd rozważa pomoc militarną obcym ruchom separatystycznym. To w sumie dosyć stara metoda napsucia przeciwnikowi krwi. Problem leży w nierealności takich pomysłów w odniesieniu do Hawajów. Dzisiaj rdzenna ludność stanowi mniejszość (ok. 10%), a wszystkie ruchy niepodległościowe (w sumie dziesięć) odrzuca przemoc i głosić pokojowe metody wybicia się na niepodległość.

Wbrew idealistycznym opiniom w stosunkach międzynarodowych dozwolone są wszystkie chwyty, tak długo jak są skuteczne, a istnieje tylko jeden grzech śmiertelny: narażanie się na śmieszność.

Opublikował/a Michał Bogusz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.