12-south-china-sea-blog480

Sierra Madre, filipińska jednostka osadzona na rafie koralowej na Morzu Południowochińskim służąca za wysunięty punkt obserwacyjny obsadzony przez filipińskich marines.

Według doniesień NBC generał Zhu Chenghu (朱成虎), profesor, wykładowca na Uniwersytecie Obrony Narodowej ALW (中国人民解放军国防大学) miał powiedzieć, że amerykańskie patrole na Morzu Południowochińskim są do „tolerowania”, ale nie japońska obecność.

To z jednej strony próba załagodzenia napięcia z Waszyngtonem i uniknięcia przypadkowego starcia. Z drugiej manewr mający na celu zapobieżeniu wspólnych patroli US Navy lub innych krajów regionu z jednostkami japońskimi.

Japonia nie zgłasza żadnych roszczeń na Morzu Południowochińskim, ale jest w ostrym sporze z ChRL na Morzu Wschodniochińskim, gdzie Pekin zgłasza pretensje do wysp Senkaku. Tokio sprytnym manewrem przenosi napięcie na zaplecze przeciwnika wysyłając swoje jednostki aby patrolowały wspólnie z Amerykanami lub Filipińczykami wody międzynarodowe Morza Południowochińskiego. Wody do których pretensje zgłasza nie tylko ChRL, ale też inne państwa regionu.

Inni regionalni gracze, pozostając w sporze nie tylko z Pekinem, ale też do pewnego stopnia ze sobą na wzajem,  szukają sojuszników w Waszyngtonie i Tokio. Słowa Zhu, który uchodzi za „jastrzębia” o dużych wpływach w kołach rządowych, są sprytnym sposobem nie tylko rozbicia coraz bliższych relacji między Japonią i sąsiadami ChRL w regionie, ale przede wszystkim próbą stworzenia precedensu. ChRL chce zmusić Tokio do wycofania się, a równocześnie „pozwolić” Waszyngtonowi na obecność w regionie.

To tradycyjna metoda chińskiej dyplomacji: jeżeli nie możemy czemuś zapobiec, to dajmy temu naszą sankcję. Dzisiaj może to nie mieć znaczenia, ale pozwala nam teraz zachować twarz, a w przyszłości może posłużyć zgłoszeniu roszczeń do decydowania. Z punktu widzenia Pekinu pozwolenie na patrolowanie akwenu przez Amerykanów stwarza wrażenie suwerenności nad regionem. Co tylko, jeżeli uda się zapobiec japońskiej obecności, będzie dowodem efektywnego sprawowania nad nim władzy. Nie ma znaczenia, że inni tego teraz nie uznają. To naprawdę sprytne zagranie. Zwłaszcza, że można wskazywać na historię, aby zniechęcić innych do współdziałania z Tokio.

Zresztą w ten sposób uzasadnił to sam Zhu mówiąc, że doświadczenia historyczne sprawiają, że Japońska obecność jest nie do zaakceptowania, ale Amerykanie mieli swoje bazy w regionie, współpracują z karami regionu, więc możemy ich tolerować.

Jaka będzie odpowiedź Waszyngtonu i Tokio? Tokio raczej się nie wycofa, ale wszystko będzie zależeć od machiny biurokratycznej nad Potomakiem. Na razie, w zeszły piątek, Departament Stanu porównał działania ChRL na Morzu Południowochińskim do agresji Rosji w Donbasie. Zobaczymy.

Opublikował/a Michał Bogusz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s