Kryzys zdrowotny w Stanach Zjednoczonych związany z epidemią zażywania opioidów pogłębia się z roku na rok. Zmienia się jedynie substancja, którą zażywają Amerykanie. Najpierw przerzucali się masowo z pigułek przeciwbólowych na heroinę, a teraz na ulicach, ale przede wszystkim w zaciszu domowych sypialni króluje fentanyl.

Fentanyl to syntetyczny opioid produkowany masowo w różnych odmianach w ChRL, skąd trafia do Stanów Zjednoczonych. Według doniesień Blomberga kilogram fentanylu kupiony w ChRL za ok. 4 000 USD, po przerobieniu na tabletki można sprzedać na ulicy w Stanach Zjednoczonych za 30 mln USD. Dla porównania kilogram heroiny daje tylko 400% zysku. Równocześnie fentanyl  jest o wiele łatwiejszy do zdobycia. Do niedawna można go było zamówić z ChRL online.

Wartość fentanylu dla dystrybutorów wynika z jego dużej siły działania, z czym wiąże się, że na jedną „działkę” gotowego narkotyku potrzeba mniejszej ilości fentanylu. Niestety różny poziom syntetyzacji i czystości produktu powoduje częste przedawkowania.

Zakaz produkcji fentanylu był osobistą „przysługą” Xi Jinping dla Trumpa i w tej sprawie bym poszukiwał przyczyn dla których Trump odwzajemnił „przysługę” łagodząc karę dla ZTE i faktycznie ratując firmę stojącą na progu upadku.

Sprawa fentanylu jest na tyle poważna, że Donald Trump ogłosił nową wojnę z narkotykami, tym razem głównym przeciwnikiem ma być fentanyl. Kwestia produkcji fentanylu była też przedmiotem rozmów Trumpa z Xi Jinping. I faktycznie od 1 marca zeszłego roku w ChRL wprowadzono zakaz produkcji czterech rodzajów fentynylu: carfentanil, furanyl fentanyl, acrylfentanyl i valeryl fentanyl.

Oczywiście w takim kraju jak ChRL, żaden zakaz nie utrzyma się długo. Kontrola dyskursu politycznego pochłania większość zasobów tego państwa i na takie rzeczy, jak kontrola jakości mleka w proszku, czy zwalczanie pokątnej produkcji fentanylu, po prostu brakuje sił i środków. Biorąc zresztą pod uwagę rosnący popyt w Stanach Zjednoczonych, zdziwiłbym się gdyby rynek nie odpowiedział na zapotrzebowanie.

Polecam książkę „Boom kokainowy w Ameryce Łacińskiej. Casus Boliwii”, Urszuli Ługowskiej.

No cóż wojna z narkotykami prowadzona od czasów Regana polega głównie na zwalczaniu strony podażowej (producentów) oraz na masowym i surowym (pod warunkiem że są kolorowi) użytkowników. Bolesne doświadczenie pokazuje, że w ten sposób wojny z narkotykami się nie wygra. Tylko walka ze stroną popytową, ale rozumianą jako powód, dla którego ludzie sięgają po narkotyki i pomoc im w wyjściu z nałogu mogą ograniczyć popyt. Walka z podażą nie ma sensu, tylko tworzy potwory w stylu Escobara.

Dla mnie jednak jest interesująca ironia sytuacji. Niedawno pisałem o książkach na temat I wojny opiumowej i nie mogę nie zauważyć odwrócenia sytuacji: kiedyś to Zachód1 wysyłał do Chin opium, a teraz Chiny zalewają Amerykę Północną fentanylem.

Ciekawe, czy i tym razem zakończy się to wojną?


1 Kupcy ze Stanów Zjednoczonych dostarczali do Chin ok. 20% całego importu opium, w które zaopatrywali się w Turcji.

Opublikował/a Michał Bogusz

2 Comments

  1. […] 90 dni, to taryfy 25% będą na miejscu.1 W zamian Xi zobowiązał się – ponownie – ograniczyć eksport Fentanylu za ocen, ale to już przerabialiśmy wcześniej. Pekin ma jeszcze zwiększyć zakupy amerykańskich […]

    Polubienie

    Odpowiedz

  2. […] to taryfy 25% będą na miejscu.1 W zamian Xi zobowiązał się – ponownie – ograniczyć eksport Fentanylu za ocean, ale to już przerabialiśmy wcześniej. Pekin ma jeszcze zwiększyć zakupy amerykańskich […]

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.