izumo2

W końcu marca na służbę wszedł japoński helikopterowiec Izumo, co jest odpowiedzią na zachęty Waszyngtonu, aby Tokio zaczęło odgrywać bardziej „asertywną” rolę w systemie bezpieczeństwa Azji Wschodniej.

Nowy okręt wywołał poważne zaniepokojenie Pekinu. Po pierwsze, Izumo będzie stanowił poważne wyzwanie dla floty podwodnej ALW. Przede wszystkim jednak bardziej przypomina lotniskowiec niż typowy helikopterowiec.

Japońska konstytucja zabrania posiadania broni ofensywnych, a za taką są uznawane lotniskowce, dlatego Pekin podejrzewa, że nazwanie okrętu „helikopterowcem” służy do obejścia zakazu.

Izumo jednak już jako helikopterowiec może przyprawić planistów z ALW o ból głowy. Mimo że z nazwy ma być okrętem wielozadaniowym, to jego głównym przeznaczeniem jest zwalczanie okrętów podwodnych oraz służba jako mobilne centrum dowodzenia obroną wód terytorialnych Japonii, także tych dalszych – czytaj: Senkaku. Okręt ma też być używany do niesienia pomocy humanitarnej (Humanitarian Aid and Disaster Relief – HADR) i być elementem budowy japońskiej soft-power.

Izumo ma 470 osób załogi i 400 żołnierzy „piechoty morskiej”, której oficjalnie Japońskie Siły Samoobrony nie mają, ale de facto taka jest ich rola i wyszkolenie. Wyposażony jest w zaawansowany sonar OQQ-22 do wykrywani łodzi podwodnych. Wreszcie na okręcie ma stacjonować 14 helikopterów – 7 Agusta Westland MCM-101 oraz 7 Mitsubishi SH-60k ASW, a na pokładzie jest pięć stanowisk do równoczesnej obsługi helikopterów.

Ciekawe są wymiary nowej jednostki: 27 tysięcy ton wyporności i 248 metrowy pokład. Poprzedni model japońskich helikopterowców typ Hyūga miał tylko 19 tysięcy ton wyporności i 197 metrów długości. Stąd spekulacje, że nowy typ helikopterowca może łatwo stać się lotniskowcem.

Co prawda, wskazują sceptycy, dostosowanie go do obsługi samolotów pionowego wzlotu, na przykład F-35, wymagałoby bardzo drogiego wzmocnienia pokładu, a Japonia nawet nie zamówiła wersji morskich F-35. Według USNI News okręt mógłby jednak spokojnie obsługiwać nawet 27 lub 28 myśliwców tradycyjnego startu. Izumo jest przecież trochę większy niż lekkie lotniskowce jak włoski Cavour czy hiszpański Książę Asturii. W takim wypadku wystarczyłoby dodać katapultę do startów i mechanizmy ułatwiające lądowanie.

Lecz to, co naprawdę powinno martwić Pekin to fakt, z jaką szybkością Japonia była zdolna zbudować i wprowadzić do służby ten „prawie lotniskowiec”. Jeżeli nawet sam Izumo, jak i już budowany, ale jeszcze nie nazwany, bliźniaczy okręt nie zostaną szubko „up-gratowane” do roli lotniskowców, to Japonia pokazała, że w szybkim tempie będzie zdolna wystawić odpowiednią flotę lotniskowców. A biorąc pod uwagę historyczne tradycje i bliskie związki ze Stanami Zjednoczonymi nie będzie potrzebowała dziesięciolecia aby „nauczyć się” ich używania. Trzeba też pamiętać, że w tle jeszcze majaczą problemy chińskiego programu budowy lotniskowców i kolejne „niedomagania” jedynej na służbie jednostki – Liaoning.

Całej sprawie dodaje pikanterii nazwa nowego okrętu. Pierwszym noszącym nazwę Izumo był opancerzony krążownik, który brał udział w zwycięskiej dla Japonii bitwie z rosyjska flotą pod Cuszimą w 1905 roku. A został zbudowany z chińskich reparacji wojennych po pierwszej wojnie chińsko-japońskiej (1894-95).

Na Dalekim Wschodzie taka nazwa to nie przypadek.

Opublikował/a Michał Bogusz

4 Comments

  1. Eee, myślę, że używanie symboliki nie jest charakterystyczne tylko dla Dalekiego Wschodu. Gdyby Niemcy nazwali jakiś niszczyciel Schleswig-Holstein to Polacy nie pialiby z zachwytu. A z ostatnich przykładów, to w Argentynie chyba mało kto wierzy, że tablica rejestracyjna Clarcksona była przypadkowa.

    Polubienie

    Odpowiedz

    1. Sęk w tym, że Niemcy nie nazwali tak żadnego okrętu, a Clarckson to osoba prywatna a nie przedstawiciel UK. W Azji jednak wciąż takie zagrywki są na miejscu dziennym.

      Polubienie

      Odpowiedz

  2. Fregata Schleswig-Holstein weszła do służby w 1995 roku. w 2013 była w Gdańsku.

    Polubienie

    Odpowiedz

    1. No cóż. Dobrze, że nie noszę kapelusza, bo teraz musiałbym go zjeść. Oczywiście macie rację, a ja powinienem sprawdzić. Zmyliło mnie słowo „gdyby” w komentarzu p. Kasi.

      Polubienie

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s