Kongres USA i pekińska „czerwona linia”

Ostatnie tygodnie przed XIX Kongresem KPCh nie obfitują w zbyt wiele wydarzeń stricte politycznych, ale w tym tygodniu zaiskrzyło na linii Pekin-Waszyngton.

Ambasador ChR w Stanach Zjednoczonych, Cui Tiankai (崔天凯) zażądał w liście do liderów Kongresu zaprzestania prac nad ustawami dotyczącymi stosunków z Tajwanem (Republika Chińska), w przeciwnym razie zagroził „poważnymi konsekwencjami” we wzajemnych relacjach. Padło nawet stwierdzenie, że uchwalenie rzeczowych ustaw oznacza „przekroczenie czerwonej linii”.

Ustawy, które tak nie podobają się Pekinowi, to: Ustawa o Podróżach na Tajwan (Taiwan Travel Act),  Ustawa o Bezpieczeństwie Tajwanu (Taiwan Security Act) oraz zapisy dotyczące Tajwanu w budżecie Pentagonu (National Defense Authorization Act).

Kongresmeni z obydwu partii odrzucili żądania Pekinu i uznali je za przeciwskuteczne. Co oczywiście nie oznacza, że po cichu nie wprowadzą jakieś kosmetycznych poprawek by uspokoić ChRL.

Mnie jednak ciekawi coś innego. W Pekinie przecież wiedzą, że tak jawna ingerencja w proces polityczny w Stanach Zjednoczonych będzie musiała się spotkać z negatywną reakcją. Mogę nawet spokojnie napisać, że jeżeli do tej pory były jakieś wątpliwości, że wspomniane ustawy zostaną przyjęte, to teraz ich już nie ma.

Dotychczas Pekin w podobnych sytuacjach stawiał na cichy lobbing i odnosił w tym duże sukcesy – wystarczy wspomnieć, że za prezydentury Obamy utrącono praktycznie wszystkie protajwańskie inicjatywy. Co się zmieniło?

Przede wszystkim zbliża się XIX Kongres KPCh i Xi Jinping potrzebuje zamanifestować, że nie boi się ostro występować w „obronie integralności ojczyzny” i idei „jednych Chin”. Może i cichy lobbing jest bardziej skuteczny, ale nie da się go przecież wykorzystać propagandowo.

Problem jest jednak głębszy i ma podłoże psychologiczne.

W Pekinie już dawno zrezygnowano z zalecenia Deng Xiaopinga, aby się przyczaić oraz budować po cichu potęgę gospodarczą i militarną, a wystąpić na arenie międzynarodowej dopiero w momencie, kiedy ChRL będzie nie do powstrzymania.

Owszem można powiedzieć, że ChRL już jest nie do zatrzymania i może otwarcie „wykrzyczeć” światu swoje pretensje i żądania, a świat się ugnie.

Z drugiej strony, może dokonano falstartu, ponieważ z psychologicznego punktu widzenia obecnie rządzący nie chcą się kryć, chcą pokazać jacy są już potężni. Jest to też kwestia psychologiczna, im bardziej są przyzwyczajeni do miażdżenia wszelkiego oporu w kraju, tym trudniej im zaakceptować, że działania zagranicą wymagają większych subtelności. Autokraci po prostu nie potrafią inaczej.

Jak jest, czas pokaże. Jedno jest pewne: Pekin coraz częściej będzie podejmował podobne akcje polityczne na arenie międzynarodowej. Będziemy mieli do czynienia z rosnącą liczbą różnych „czerwonych linii” stawianych mniejszym i większym partnerom międzynarodowym. Pekin będzie wyrażał swoje żądania otwarcie i w ostrych, mało dyplomatycznych słowach.

Na początek wybrano Waszyngton, ponieważ uznano, że jeżeli się uda, to tym łatwiej przełamie się opór mniejszych państw. Jeżeli się nie uda, to też łatwiej zachować twarz, niżby była to odmowa ze strony np. Australii lub Japonii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s