Media poza ChRL żyły w zeszłym tygodniu szczytem koreańsko-koreańskim, Kim Dzong Una i Moon Jae-in w Panmundżom w strefie zdemilitaryzowanej (DMZ). Rządowe środki przekazu w ChRL koncentrowały się za to na wizycie Narendra Modiego, jedynie wspominając o szczycie w Korei.

Niektórzy komentatorzy tłumaczą dystans Pekinu faktem, że jeżeli dojdzie do zawarcia porozumienia pokojowego między Północą i Południem, to spowoduje ono, że Pekin zarówno straci siłę nacisku na Pjongjang, ale też rolę mediatora między „nieprzewidywalnym” reżimem Kimów a resztą świata.

Osobiście uważam, że problem sięga głębiej i też do pewnego stopnia tłumaczy motywację obydwu Korei.

Samym terrorem nie da się rządzić w nieskończoność. Korea Północna ma pozostać skansenem politycznym, ale paradoksalnie, aby to było możliwe, to musi się modernizować, a jest to niemożliwe bez pomocy z zewnątrz.

Jaki cel przyświeca Kim Dzon Un? Przede wszystkim zachowanie i stabilność rządów rodziny. To tłumaczy rozwój broni masowego rażenia jako środka odstraszania przed próbami zmiany reżimu z zewnątrz. „Bomba” ma być też elementem przetargowym w uzyskaniu dostępu do zagranicznych technologii, inwestycji i pomocy, ponieważ Kim wie, że musi poprawić jakość życia ludzi, aby ustabilizować sytuację wewnętrzną.

Wreszcie, Kim nie ufa Pekinowi i nie ma zamiaru na zawsze „wisieć” przy rękawie potężnego sąsiada. Powinniśmy spojrzeć na jego działania nie tylko w kategoriach odpowiedzi na to, co uznaje za amerykańskie zagrożenia, ale też chińskie.

Korea Południowa chce uniknąć za wszelką cen wojny na półwyspie Koreańskim. Jakikolwiek konflikt, nawet ostatecznie zwycięski, oznacza dla Seulu tylko kłopoty. Sama wojna oznacza zniszczenia i kryzys gospodarczy, a po wojnie problem z wyżywieniem Północy lub co gorsza integracją populacji, która do tej pory żyła de facto na innej planecie. Dlatego wbrew retoryce Południe nie jest zainteresowane zjednoczeniem bardziej niż Północ.

Jest jednak jeszcze jeden wspólny mianownik działań obydwu rządów koreańskich. Północ i Południe są w tej chwili zakładnikami relacji Pekinu z Waszyngtonem. Dopóki były one w miarę poprawne, to z jednej strony nie groziło zaostrzeniem sytuacji na Półwyspie Koreańskim (przynajmniej przez czynniki zewnętrzne), ale równocześnie skazywało obydwie strony na trwanie w dotychczasowym układzie. Obecnie istnieje niebezpieczeństwo, że obydwie Koree wbrew swej woli zostaną wciągnięte w konflikt („zimny” lub „gorący”) między dwoma supermocarstwami. Dlatego szybkie zawarcie pokoju zmniejszy prawdopodobieństwo, że Korea stanie się polem zastępczej wojny.

Wydaje się, że stratedzy ALW zakładają w swych planach ewentualnościach, że otwarcie drugiego frontu w Korei, pozwoli odciążyć na wypadek wojny z Zachodem tajwański teatr działań. Zakładają, że Waszyngton stojąc przed wyborem ratować Seul czy Tajpej wybierze Seul.

Opublikował/a Michał Bogusz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.