Wszyscy skierowali swoją uwagę na Szanghaj i PR-ową hucpę, jaką odprawia tam Xi Jinping obiecując inwestycje, wzrost importu i znoszenie barier. – Uwierzę, jak zobaczę, a na razie odeślę zainteresowanych tym jak wygląda liberalizacja po chińsku do tekstu o sporze Brazylii z ChRL odnośnie zaporowych ceł na import cukru. Dzisiaj wolę napisać o wiadomości z zeszłego tygodnia, która przeszła praktycznie bez większego echa.

Brent Christensen, nowy dyrektor Amerykańskiego Instytutu na Tajwanie, de facto ambasady amerykańskiej na wyspie, powiedział, że Stany Zjednoczone nie pozwolą na żadną nie mającą pokojowego charakteru próbę zmiany status quo Tajwanu. Co jest chyba najsilniejszym sygnałem Waszyngtonu w ostatnich latach pod adresem Pekinu, który nie tylko nigdy nie wyrzekł się przemocy, jako środka „zjednoczenia zbuntowanej prowincji”, ale ostatnio prowadzi coraz bardziej agresywne działania zarówno na arenie dyplomatycznej, jak i poprzez ciągłą eskalację napięcia militarnego wokół Tajwanu. Christensen mówił także, że Waszyngton będzie się starał wesprzeć starania Tajpej o członkostwo w organizacjach międzynarodowych jak Interpol.

Słowa Christensena padły w zeszłą środę w czasie jego pierwszej konferencji prasowej w roli de facto ambasadora Stanów Zjednoczonych na Tajwanie.

Trudno określić szczerość zapewnień Christensena. Możliwe, że nawet on sam wierzy w swoje słowa. Jednak rzeczywistość jest taka, że przyjście z pomocą Tajwanowi w razie inwazji z kontynentu będzie zależeć od osoby zasiadającej w danym momencie w Białym Domu. Oczywiście, z powodów prestiżowych, żaden amerykański prezydent nie będzie mógł przejść do porządku dziennego nad atakiem na Tajwan, lecz może podjąć różne działania. Jeżeli „spóźni się” z odsieczą, to de facto pozwoli na aneksję tylko pozorując obronę, prowadząc na przykład ograniczone działania na morzu. Raz zdobytej wyspy ChRL nie odda bez walki, a trudno sobie wyobrazić, aby Amerykanie byli w dzisiejszych czasach gotowi do inwazji na okupowany Tajwan.

Dlatego tak ważne dla Tajwanu jest zwiększanie możliwości obronnych, aby móc samodzielnie jak najdłużej odpierać atak oraz uczynić go bardziej ryzykownym dla kontynentu. Tego nie da się jednak bez nowoczesnej broni, a z jej dostawami bywa różnie. Większość państw nie chce jej sprzedawać z obawy przed histeryczną reakcją Pekinu, a Amerykanie od lat używają dostaw broni dla wyspy jako karty przetargowej w relacjach z ChRL. Także dzisiaj nie wiadomo, czy Trump aby nie wykorzystuje zwiększonej pomocy wojskowej dla Tajwanu tylko jako formy nacisku w wsporze z Pekinem.

Co prawda Christensen mówił także o zwiększaniu współpracy w dziedzinie „zwiększenia zdolności Tajwanu do samoobrony” oraz, że to amerykański obowiązek „utrzymanie przez Tajwan wystarczającej zdolności do samoobrony”. Problemem jednak jest różna perspektywa między Waszyngtonem a Tajpej, co oznacza „wystarczająca obrona”. Tajwańska armia chciałaby zakupić nowoczesne myśliwce F-35, kiedy Pentagon oferuje jedynie „upgrade” F-16. Pekin umiejętnie podsyca tutaj obawy amerykańskich wojskowych, że gdyby jednak Tajwan poddał się bez walki, to najnowsze technologie trafiłyby w ręce ALW bez walki. Stąd też działania Tajpej, które mają pokazać, że wyspa będzie walczyć zażarcie.

Oby nie musielibyśmy się przekonywać o tym w praktyce.

Opublikował/a Michał Bogusz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.