W bazie sił powietrznych Hickam w Honolulu spotkali się w środę Sekretarz Stanu Mike Pompeo i członek Biura Politycznego KC KPCh Yang Jiechi. Blisko siedmiogodzinne spotkanie miało charakter roboczy i nie było akredytacji dziennikarskich – zdjęcie u góry pochodzi ze wcześniejszego spotkania. Obydwie strony wydały też po nim krótkie oświadczenia, z których najwięcej treści ma stwierdzenie, że miało być ono „konstruktywne”. Reszta była tradycyjnym wypunktowanie oficjalnych stanowisk i szkoda na to czasu.

To znamienne, że Pompeo spotka się z Yang Jiechi, który nadzoruje w KC sprawy zagraniczne, a nie swoim odpowiednikiem, czyli ministrem spraw zagranicznych Wang Yi. Wang jest tylko posłańcem i wykonawcą, więc spotykanie się z nim nie ma większego sensu. Niestety wielu w UE tego nie rozumie, stąd mrzonki o dialogu z ChRL, kiedy Josep Borrell spotyka się z Wang Yi lub premier Li Keqiang ma wideokonferencję z kimś z Brukseli.

Obydwie strony dzieli wiele, żeby nie powiedzieć co raz więcej.1 Obok handlu na liście znajdą się tradycyjne tematy, jak Tajwan, Morze Południowochińskie, Korea Północna czy kradzież własności intelektualnej, ale lista w ostatnich latach się wydłużyła. Doszły kwestie Xinjiangu, Hong Kongu, pandemii COVID-19 i teraz na poważnie wróciła kwestia sporów granicznych z Indiami. Przepaść między stronami jest tak duża, że nawet nie ma zgody z czyjej inicjatywy doszło do spotkania. Jedno jest pewne ostatnie spotkanie Pompeo z Yang miało miejsce w sierpniu zeszłego roku w Nowym Jorku, więc Pekin musiał przełknąć dumę i zgodzić się wbrew protokołowi dyplomatycznemu na ponowne spotkanie na amerykańskiej ziemi – stąd pewnie ukłon gospodarzy i przesuniecie spotkania na Hawaje. Waszyngton jednak wysłał też na Zachodni Pacyfik pierwszy raz od kilku lat zespół trzech lotniskowców – od tak, aby przypomnieć gościom przed spotkaniem, że głosy o upadku potęgi Stanów Zjednoczonych są przedwczesne.

W rzeczywistości spotkanie miało jedynie dwa podstawowe cele. Pierwszym było utrzymanie komunikacji na wysokim szczeblu. Obydwie strony rozumieją, że sprawy mogą w czasie kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych szybko eskalować. Także sytuacja wewnętrzna w ChRL, wbrew temu co próbuje światu wmawiać propaganda, jest zawsze krok od większego kryzysu. W konsekwencji zdolność do utrzymania szybkiego kanału komunikacji między stronami jest kluczowa zarówno dla Pekinu jak i Waszyngtonu.

Jednak samo utrzymywanie dialogu nie przełoży się na poprawę wzajemnych relacji. Dlatego drugim celem spotkania było wyznaczenie przez strony czerwonych, nieprzekraczalnych dla nich linii. Brzmi to teoretycznie dobrze, ale podejrzewam, że nawet w tym jest duże pole dla konfliktu. Pekin powie, że dla ChRL nieakceptowalne jest mieszanie się w sprawy wewnętrzne Chin, ale przez to będzie rozumiał wszystko. Włącznie z krytyką obozów koncentracyjnych w Xinjiangu, jak i łamanie zasady „jeden kraj, dwa systemy” w Hong Kongu, czy kontakty z Tajwanem, ale też kwestię wolności religijnych. W efekcie podejrzewam, że lista czerwonych linii bardzo szybko może stać się jedynie listą rozbieżności.

Problem w tym, że Pekin – przynajmniej oficjalnie – ma skłonność do patetyczności. W efekcie jego czerwone linie często wykraczają daleko poza rzeczywisty rdzeń interesów. To skuteczna metoda w kontaktach na przykład z Europejczykami i daje ChRL dużą przewagę. Wystarczy spojrzeć na większość europejskich dyplomatów, jak się wiją, ponieważ obawiają się, że Chińczycy się obrażą. W efekcie ustępują więcej niż muszą i niewiele potrafią utargować. Strategia staje się jednak problematyczna, kiedy ktoś nie kupuje tego blefu i mówi „sprawdzam”. Istnieje niebezpieczeństwo, że uzna za kolejny blef jedną z prawdziwych czerwonych linii ChRL.


1 Sprawa książki Johna Boltona, byłego doradcy Donalda Trumpa, w której ujawnia on, że prezydent szukał pomocy Pekinu w nadchodzących wyborach, powoduje, że Trump teraz będzie musiał zwiększyć presje na ChRL, aby pokazać, jaki jest twarda. Trump podpisał wczoraj Uyghur Human Rights Policy Act, która nakłada sankcje na podmioty gospodarcze i osoby powiązane z prześladowaniami mniejszości w Xinjiangu. Moim zdaniem, aby chociaż częściowo przykryć rewelacje Boltona, więc możliwe, że cokolwiek ustalił Pompeo na Hawajach, straciło rację bytu zanim wrócił do Waszyngtonu.

Opublikował/a Michał Bogusz

One Comment

  1. […] chińsko-amerykańskie. To będzie chyba stały punkt brfingu. W piątek pisałem o środowym spotkaniu Mike’a Pompeo i Yang Jiechi na Hawajach. // Pierwszy raz od trzech lat Amerykanie wysyłają zespół trzech lotniskowców na […]

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.