Jak co roku w okolicach nowego roku księżycowego mamy do czynienia z „nawalanką” w mediach społecznościowych, między Chińczykami, którzy domagają się aby wszyscy mówili o „Chińskim Nowym Roku” i pozostałymi mieszkańcami tych państw i regionów Azji Wschodniej, którzy też obchodzą początek roku w tym samym czasie, i preferują termin „Księżycowy Nowy Rok.”
Najzabawniejszy w tym wszystkim jest fakt, że w żadnym z języków, którymi mówią te ludy, nie ma w nazwie „chiński” czy „księżycowy” (w formalnej chińskiej nazwie „Początek Roku Kalendarza Księżycowego” (农历新年 / 農曆新年) pada co prawda odniesienie do kalendarza księżycowego, ale mało kto jej używa). W Chinach i na Tajwanie to „Święto Wiosny” (春节 / 春節). W Korei po prostu „Dzień Nowego Roku” (설날). W Wietnamie „Święto Pierwszego Dnia” (Tết Nguyên Đán, lub w skrócie Tết). W Mogoli „Biały Księżyc” (Цагаан сар). W Tybecie „Nowy Rok” (Losar). Na Okinawie, w pozostałych częściach Japonii Nowy Rok księżycowy nie jest obchodzony, mówi się o „Miesiącu (Okresie) Nowego Roku” (ソーグヮチ).
W rzeczywistości walka toczy się o nazwę w języku angielskim, z którego utrwalona forma pewnie prędzej czy później trafi do wszystkich pozostałych. Chodzi oczywiście o zawłaszczenie, nacjonalistyczną „napinkę” – głównie ze strony Chin, ale nie tylko.
To prawda „Księżycowy Nowy Rok” jako szersze, regionalne pojęcie istnieje, ponieważ ta sama tradycja kalendarza księżycowo-słonecznego rozwinęła się w Chinach, a następnie została zaadaptowana przez sąsiednie kultury. Tylko to nie daje którejkolwiek z tych kultur prawa wyłączności. Dyfuzja idee jest czymś naturalnym.
Ta ciągła chińska potrzeba zawłaszczania Nowego Roku Księżycowego czy innych elementów kultur azjatyckich, które mają korzenie w Chinach, jest sama w sobie ciekawym zjawiskiem. Moim zdaniem wskazuje na dużą niedojrzałość i brak gotowości na stanie się źródłem uniwersalnych ludzkich wartości czy idei.
