W środowym „Finacial Times” jest ciekawy artykuł Joe’ego Leahy i Leo Lewisa. Ich główna teza brzmi, że Chiny próbują uniknąć japońskiego scenariusza dzięki ekspansji przemysłowej, lecz mogą jedynie odwlekać niezbędne dostosowania, pogłębiając strukturalną nierównowagę gospodarki. Jest to zgodne częściowo z tym, co piszę od dłuższego czasu, ale argumentacja autorów jest oparta na ekonomii, kiedy ja się kieruję logiką polityczną

To prawda, że cińska gospodarka coraz bardziej przypomina Japonię po pęknięciu bańki spekulacyjnej w 1990 r. Autorzy wskazują na podobieństwa, jak stagnacja konsumpcji, presja deflacyjna, kryzys rynku nieruchomości, narastające zadłużenie i pogarszającą się demografię. Według Goldman Sachs Chiny od pięciu lat wykazują silniejsze symptomy „japonizacji” niż sama Japonia.

Największym problemem jest załamanie rynku nieruchomości. Od 2021 r. liczba rozpoczynanych budów mieszkań spadła o 78%. Spadek wartości majątku skłania gospodarstwa domowe do oszczędzania i spłacania długów zamiast konsumpcji. Powstaje mechanizm „recesji bilansowej”, opisany wcześniej przez Richarda Koo w odniesieniu do Japonii. Słaby popyt prowadzi do deflacji, ograniczenia inwestycji i stagnacji wynagrodzeń.

Sytuację pogarsza bezrobocie młodzieży, wynoszące 18,9%, oraz kurcząca się populacja. Pesymizm młodego pokolenia może utrwalić kryzys na dekady.

Chiny różnią się jednak od Japonii zasadniczo pod względem polityki przemysłowej. Pekin konsekwentnie inwestuje w zaawansowane technologie, sztuczną inteligencję i półprzewodniki, utrzymując konkurencyjność eksportu. W 2024 r. Chiny odpowiadały za 28% światowej produkcji przemysłowej. Rekordowa nadwyżka handlowa, wynosząca 1,2 bln dolarów w 2025 r., pozwala władzom odkładać trudne reformy strukturalne.

Strategia przemysłowa może być jednak równocześnie skuteczna na poziomie poszczególnych branż i nieskuteczna jako metoda stabilizowania całej gospodarki. Ekonomiści ostrzegają, że eksport nie zastąpi trwałego wzrostu konsumpcji krajowej. Dotychczasowe programy stymulacyjne zwiększają zakupy przejściowo, nie rozwiązując problemu niskich dochodów i wysokiej skłonności do oszczędzania. Michael Pettis uważa wręcz, że rzeczywiste dostosowanie gospodarki nawet się nie rozpoczęło (zgadzam się z tą oceną), ponieważ zadłużenie nadal rośnie. Inni eksperci podkreślają większe możliwości interwencji państwa.

Autorzy konkludują, że bez zasadniczej zmiany modelu wzrostu Chinom grozi wieloletnia stagnacja. Oxford Economics dopuszcza spowolnienie wzrostu do 2–2,5% rocznie w następnej dekadzie. Oznaczałoby to, że ambicja Xi Jinpinga, by gospodarka Chin wyprzedziła amerykańską, może pozostać niezrealizowana.

Moim zdaniem autorzy trafnie diagnozują najważniejsze słabości chińskiej gospodarki, ale analogia z Japonią jest bardziej przekonująca jako opis mechanizmów kryzysu niż jako prognoza przyszłości Chin. Największą wartością artykułu jest pokazanie, że nawet imponujący rozwój technologiczny i przemysłowy nie musi przekładać się na poprawę sytuacji gospodarstw domowych. Jego podstawową słabością jest natomiast niedostateczne uwzględnienie specyfiki chińskiego reżimu politycznego.

Autorzy przedstawiają Pekin jako władzę, która rozumie problem niewystarczającej konsumpcji, ale nie potrafi znaleźć odpowiedniej recepty. Tymczasem moim zdaniem wyjaśnienie jest inne. Kierownictwo KPCh rozumie ekonomiczne konsekwencje prowadzonej polityki, lecz po prostu świadomie akceptuje część kosztów, ponieważ realizuje inne priorytety.

W chińskiej polityce gospodarczej konkurują ze sobą dwa cele. Z jednej strony podniesienie dobrobytu gospodarstw domowych, wymagające zwiększenia ich udziału w dochodzie narodowym, rozbudowy zabezpieczeń społecznych i ograniczenia skłonności do oszczędzania. Z drugiej budowanie potęgi przemysłowej i technologicznej, wymagające dalszej mobilizacji kapitału, preferencyjnego finansowania wybranych branż oraz utrzymywania państwowej kontroli nad alokacją zasobów. I chociaż cele te nie są całkowicie sprzeczne, to jednak w krótkim i średnim okresie konkurują o kapitał i środki budżetowe. Ponieważ cel drugi jest ważniejszy, to on ma priorytet polityczny.

Co więcej, rzeczywista reforma modelu gospodarczego wymagałaby nie tylko zwiększenia wydatków socjalnych, ale także zmiany podziału dochodu i władzy ekonomicznej między centrum, władzami lokalnymi, przedsiębiorstwami oraz gospodarstwami domowymi. To nie jest decyzja makroekonomiczna, a kwestia polityczna.

Równocześnie kwestię niezadowolenia społecznego KPCh może rozwiązywać metodami politycznymi (i policyjnymi) a nie ekonomicznymi.

Nic się nie zmieni.

Nieznane's awatar

Opublikował/a Michał Bogusz

Skomentuj

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.