C408N0017H_2014資料照片_N71_copy1

Chang Wanquan wita Chucka Hagela w Pekinie 8 kwietnia br. (Zdjęcie: CNS)

W czasie konferencji prasowej po rozmowach sekretarza obrony Chucka Hagela z jego odpowiednikiem w Pekinie Chang Wanquan doszło do dosyć ostrej wymiany zdań. Chang co prawda powiedział, że ALW nie zaatakuje pierwsza, ale jest gotowa do obrony terytorium ChRL. Co oczywiście może oznaczać także sporne wyspy z Japonią.

Jeszcze w czasie swojej wizyty w Japonii Hagel potwierdził, że Waszyngton – tak samo jak Tokio – interpretuje zapisy japońskiej konstytucji o prawie do zbiorowej obrony oraz, że sporne wyspy Senkaku (chin. Diaoyu) także podlegają pod japońsko-amerykański trakt o obronie. Wcześniej generał John Wissler – dowódca stacjonujących w Japonii oddziałów piechoty morskiej – zapowiedział, iż armia amerykańska jest gotowa wesprzeć Japońskie Siły Samoobrony jeżeli wyspy zostaną zajęte przez obce wojska. ChRL zareagowała w przewidywalny sposób wysyłając okręty na sporny akwen. Widać, że napięcie w Azji Wschodniej rośnie, a decyzja Tokio o wysłaniu garnizonu na Yonaguni – wyspę położoną 150 km od Senkaku wskazuje, że nikt nie ma zamiaru ustępować przed Pekinem.

Skąd więc taka pokora przed Moskwą? Jak to jest, że Amerykanie są gotowi umierać za jakieś skały na Morzu Wschodniochińskim, a równocześnie reagują rachitycznymi sankcjami na ewidentną agresję Moskwy na Krymie i wschodniej Ukrainie?

Odpowiedź jest prosta i brutalna. Wielka Gra jest dzisiaj prowadzona nie o Ukrainę, czy nawet Europę Wschodnią, ale o region Pacyfiku.

Cięcia budżetowe w Stanach Zjednoczonych z jednej strony oraz przyśpieszona modernizacja marynarki ALW z drugiej powodują, że przewaga US Navy w regionie będzie maleć. Prawdziwa remilitaryzacja Japonii natrafia na problemy wewnętrzne i finansowe, co powoduje, że w dłuższej perspektywie Waszyngton musi pomyśleć o znalezieniu dodatkowego sojusznika. Równocześnie sojusz Rosji z ChRL ma charakter jedynie taktyczny, a obydwa państwa dzieli poważna różnica interesów strategicznych w Azji Środkowej, na Syberii oraz w skali globalnej.

Z dziesięć lat temu napisałem, że Rosja to druga Arabia Saudyjska cierpiąca na przerost ego, które już dzisiaj chyba przyjęło formę nowotworową. Samo ego jednak nie wystarczy. Rosja, której 80% budżetu pochodzi z eksportu surowców energetycznych i jest niezdolna do żadnej modernizacji, a jej struktura wewnętrzna zatrzymała się w rozwoju na reformach po przegranej wojnie krymskiej (1853-56), nie stanowi żadnego wyzwania globalnego dla Zachodu, a zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Rosja jednak może być ważnym elementem, który przeważy w rozgrywce z ChRL.

Jeżeli ktoś może rzucić obecnie wyzwanie Zachodowi to CHRL. Waszyngton obawia się, że zwłaszcza wraz ze wzrostem problemów wewnętrznych Pekin może próbować uciec do przodu w ekspansję zewnętrzną. Wtedy Moskwa się przyda. Jednak ani Putin, ani inny „car”, nie będzie działał za darmo. Ciekawe, czy cenę za nadzieje na przyszłą pomoc Rosji na Dalekim Wschodzie nie zapłaci dzisiaj Ukraina? Czy Ukraina i cała strefa postradziecka będzie wystarczyć (bez państw bałtyckich)?

Innym przegranym może być Tajwan. Największym przegranym jest jednak Unia Europejska. W całej tej rozgrywce nie jest aktywnym uczestnikiem, co najwyżej może ogrywać rolę asystenta. Najgorsze jest to, że Europa znalazła się w tej sytuacji na swoje własne życzenie.

Opublikował/a Michał Bogusz

One Comment

  1. […] też inny paradoks. Jeżeli jest prawdziwa interpretacja, o której pisałem kilka dni temu, że powściągliwość Waszyngtonu wynika z planów wykorzystania w przyszłości Moskwy przeciwko […]

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s