arrested-800x453

Zdjęcia z Weibo za Global Voices.

Wczoraj pisałem, trochę ironicznie, o kłopotach burmistrza Tajpej z używaniem słów, które na co dzień przechodzą bez echa, ale w okolicach Dnia Kobiet stają się „niepolityczne”. Dzisiaj napłynęły informacje z ChRL, które nie tylko pokazują przepaść między Tajwanem a kontynentem, ale też przypominają, że wiele działaczek co dzień naraża swoją wolność i życie za walkę o podstawowe wydawałoby się prawa kobiet.

W weekend służby bezpieczeństwa zatrzymały co najmniej dziesięć aktywistek na rzecz kampanii przeciwko napastowaniu seksualnemu kobiet w środkach masowego transportu.

Do zatrzymań doszło w Pekinie, Kantonie i Hangzhou. Wczoraj wieczorem wciąż kilka z nich było zatrzymanych, pozostałe zostały zwolnione po przesłuchaniu. Przeszukano także ich mieszkania. Cała akcja ma typowe znamiona zastraszania.

Większość zatrzymanych współpracuje z organizacją Yirenping (益仁平) walczącą z dyskryminacją w sferze publicznej. Jej kampanie dotyczą także praw ludzi chorych na Żółtaczkę, AIDS/HIV i upośledzonych. Zgodnie z ich stroną internetową Yirenpin promuje kulturową różnorodność oraz równe szanse. Walczy o niedyskryminujące, tolerancyjne społeczeństwo, które jest regulowane przez rządy prawa.

Na przykład, w piątek w Pekinie zatrzymano Li Tingting (także znaną jako: Li Maizi) znaną głównie z rozpoczętej w 2012 roku kampanii na rzecz budowy większej liczby publicznych toalet dla kobiet. Li Tingting wraz z innymi zatrzymanymi należy do nowego rodzaju działaczek i działaczy społecznych w ChRL. Koncentrują się oni na konkretnych problemach, wykorzystują istniejące przepisy prawne i unikają krytykowania systemu jako takiego.

Po co jednak właściwie zatrzymywać te działaczki? Czy walka o równouprawnienie, z napastowaniem seksualnym lub o dostęp do publicznych toalet zagraża władzy wszechpotężnej partii komunistycznej?

Xi Jinping i jego ekipa od samego początku wzięli na celownik wszelkiego rodzaju próby samoorganizacji się społeczeństwa. Podejrzane jest już robienie czegoś w przestrzeni publicznej, nie ważne nawet, co się robi. Działania służb bezpieczeństwa, zazwyczaj nielegalne z punktu widzenia prawa obowiązującego w ChRL, praktycznie paraliżują wiele organizacji pozarządowych. To paradoks, ale w ten sposób partia spycha wielu ludzi do podziemia i równocześnie traci w dużym stopniu możliwość kontroli tego, co ci ludzie robią. Skąd jednak te, na dłuższą metę nieproduktywne działania? Nawet trwająca sesja OZPL tego nie tłumaczy.

Świetnie określił to Guy Sorman w „Roku Koguta” pisząc, że „partia boi się myszy”. Moim zdaniem wynika to z dwóch faktów.

Po pierwsze, chińscy komuniści doskonale wiedzą, jak ulotna jest ich władza. W Chinach wiele, pozornie stabilnych dynastii zostało zmiecionych z kart historii nagle i praktycznie bez żadnej zapowiedzi. Dopiero po latach można było zobaczyć, że wszystkie oznaki gnicia były już widoczne, ale rzadko kiedy są one zauważalne dla współczesnych. Proces rozpadu KPCh już się zaczął, co świetnie analizuje David Shambaugh w weekendowym wydaniu The Wall Street Journal. Dlatego komuniści panicznie atakują, często na oślep, wszelki przejawy wszystkiego, czego nie kontrolują, nie znają lub nie rozumieją.

Jest to wynik zbyt długiego trwania u władzy. Kadencyjność najwyższych urzędów w tzw. systemach demokratycznych wynika z obawy o alienacje osób je sprawujących. Zrozumieli to nawet chińscy komuniści, wprowadzając regularne, zmiany na szczytach władzy co dziesięć lat. Problem polega na tym, że to za mało. Nie wystarczy wymienić konkretnych ludzi. Problemem jest cała formacja, której są oni produktem. To marksizm opisał mechanizm alienacji elit i chińscy marksiści doskonale zdają sobie sprawę, że jako grupa społeczna są kompletnie wyalienowani w społeczeństwie. Zjawisko „książątek” i nadreprezentacja milionerów to tego znamiona. To świadomość alienacji właśnie nakręca strach przed myszą.

Drugi fakt także wynika bezpośrednio z alienacji władzy. Zbyt długie oderwanie od rzeczywistości, a z tym wiąże się długotrwałe sprawowanie władzy (a im większa to władza, tym proces następuje szybciej) wywołuje „syndrom Boga”. Dlatego próby racjonalnej analizy poczynań Putina, chińskich komunistów lub wielu dyktatorów kończą się zawsze porażką. Nie można racjonalnie przewidywać zachowania umysłu, który już dawno przekroczył granice racjonalności.

Opublikował/a Michał Bogusz

2 Comments

  1. […] organizacjom feministycznym przez konserwatywny i patriarchalny w swojej istocie reżim. Li Maizi jednak powinna wiedzieć, że Pekin dla ostrzeżenia to wsadza ludzi do więzienia na 30 dni, a nie bawi się w blokowanie […]

    Polubienie

    Odpowiedz

  2. […] właśnie skupienia się na feministkach z wielkich miast. No cóż, książka jest poświęcona feministkom, wiec autorka rozmawia z feministkami tam, gdzie one są, więc robienie jej z tego zarzutu jest chyba nieuczciwe. Gdyby była to […]

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.