Reporterzy „The Finacial Times” odkryli chińską wersję „The Washington Post”. Problem w tym, że sama redakcja w Waszyngtonie nic nie wiedziała o jej istnieniu.
Na stronie udającej chińską wersję „The Washington Post” można było znaleźć mieszankę przetłumaczonych artykułów z amerykańskiego pierwowzoru oraz informacje podawane przez… rządową agencję informacyjną Xinhua. Co ciekawe, te też miały być opatrzone tagami jako pochodzące z waszyngtońskiego dziennika.
Od wczoraj, kiedy informacja pojawiła się w międzynarodowych mediach stronę przeredagowano i usunięto logo „The Washington Post”.
To nie pierwszy raz, kiedy lokalny nadawca próbuje uwiarygodnić się mniej lub bardziej udając oryginalne, zachodnie media. W tym wypadku można mówić o nieporozumieniu – a przynajmniej tak próbuje to przedstawić sam „The Washington Post”.
Według waszyngtońskiego wydawcy, firm Sun News (阳光新闻) ma podpisaną umowę na publikację ograniczonej liczby artykułów dziennika w ChRL, ale nie ma prawa posługiwać się jego logo i nazwą w „sposób w jaki to robiła”, ale uznano całą sprawę za „proste niezrozumienie kontraktu”.
Znając realia ChRL, jest całkiem możliwe, że tak było. To co przyciąga moją uwagę, to fakt z jaką desperacją lokalni wydawcy próbują tworzyć wrażenie jakichkolwiek powiązań z zachodnimi mediami.* Wynika to z kompletnego braku zaufania rodzimych odbiorców do krajowych mediów kontrolowanych przez władze i poddanych surowej cenzurze.
Jest to też duży problem dla władz i wydziału propagandy KC – zabiegi propagandowe mogą być skuteczne tylko, jeżeli zostaną wplecione w przekaz uznawany przez odbiorcę za wiarygodny. Stąd też wszystkie próby ściągnięcia do kraju zachodnich wydawców – aby uwiarygodnić własną narrację – oraz równoczesne próby cenzurowania ich treści.
—
* Przecież sama nazwa „Sun News” jest już próbą nawiązania do – nie najwyższych lotów – brytyjskiego dziennika „The Sun”.

