Autor: R. Syme
Tytuł: The Roman Revolution (Rzymska Rewolucja)
Wydawnictwo: Oxford University Press (2002, pierwsze wydanie 1938)
Autor: E. Gruen
Tytuł: The Last Generation of the Roman Republic (Ostatnie pokolenie Republiki Rzymskiej)
Wydawnictwo: University of California Press (1995, pierwsze wydanie 1974)
Na urlopie przeczytałem dwie książki poświęcone upadkowi Republiki Rzymskiej. W pierwszej Ronald Syme twierdzi, że przejście od Republiki do Cesarstwa nie było spokojną ewolucją konstytucyjną ani „odnowieniem państwa” przez Augusta. Była to rewolucja polityczna, dokonana przez przemoc, konfiskaty, patronat, wojsko i propagandę, a następnie przykryta językiem restauracji republikańskiej. Republika nie została uratowana przez Augusta, ale została przez niego przejęta i przekształcona w monarchię ukrytą pod republikańskimi nazwami. Syme bardzo mocno odrzuca augustowską narrację, według której istniały dwa różne okresy: najpierw „konieczne bezprawie” Oktawiana, a potem legalny, pojednawczy pryncypat Augusta. Dla Syme’a to ta sama osoba i ten sam mechanizm władzy. Zmieniły się dekoracje, nie istota systemu.
Syme konsekwentnie demitologizuje Augusta. Oktawian nie jest u niego mądrym restauratorem państwa, lecz bezwzględnym graczem, który umiał wykorzystać wszystkich. Senat, Cycerona, weteranów, stronników Cezara, hasła republikańskie i lęk przed wojną domową. Najpierw Oktawian występuje jako obrońca Senatu przeciw Antoniuszowi. Senat i Cyceron próbują użyć go jako narzędzia. Syme pokazuje jednak, że sytuacja szybko się odwraca. To Oktawian używa Senatu. Kiedy nie otrzymuje tego, czego chce, maszeruje na Rzym i wymusza konsulat. To ważny moment w argumentacji Syme’a. Legalność republikańska zostaje zastąpiona przez zamach stanu. Młody człowiek z prywatną armią zmusza państwo do uznania swojej pozycji. Republika nie zostaje jeszcze formalnie zniesiona, ale jej mechanizm decyzyjny jest już fikcją.
Upadek Republiki Rzymskiej był według Syme’a jednak skutkiem długiego procesu, w którym Republika stała się fasadą oligarchii. Oligarchia utraciła kontrolę nad imperium, armią i pieniędzmi. Wodzowie z prywatnymi klientelami zaczęli dominować nad państwem. Cezar pokazał możliwość jedynowładztwa, a jego zabójcy nie mieli środków do odbudowy starego ustroju. Oktawian przejął imię, armię i „sprawę” Cezara. Triumwirat dokonał krwawej rewolucji społeczno-politycznej, a zwycięstwo nad Antoniuszem pozwoliło Oktawianowi wystąpić jako przywódca całej Italii. Po wszystkim „restauracja Republiki” stworzyła trwałą monarchię pod republikańską nazwą.
W drugiej książce Erich Gruen wchodzi w polemikę z klasyczną narracją o „schyłku” i „upadku” Republiki. W porównaniu z Syme Gruen przesuwa akcenty. Nie widzi ostatniego pokolenia Republiki jako epoki nieuchronnej rewolucji, lecz jako system nadal działający, który został zniszczony dopiero przez konkretną sekwencję wojny domowej i jej następstw. Gruen odrzuca wizję, w której Republika Rzymska już od czasów Sulli albo pierwszego triumwiratu znajdowała się w stanie rozkładu. Jego zdaniem Republika nie „upadła”, ponieważ – jak brzmi klasyczna narracja – wcześniej była martwa lub strukturalnie niezdolna do dalszego działania. Upadła, ponieważ wojna domowa od 49 roku p.n.e. uruchomiła ciąg wydarzeń, których skala, długość i destrukcyjność uczyniły powrót do dawnego porządku niemożliwym. Gruen odwraca utartą logikę wyjaśnienia. To nie „kryzys Republiki doprowadził nieuchronnie do wojny domowej”, lecz raczej to wojna domowa spowodowała realne zniszczenie Republiki. Gruen nie twierdzi bynajmniej, że Republika była zdrowa czy sprawnie funkcjonowała, ale jest zdania, że jej instytucje, praktyki polityczne i klasa rządząca nadal funkcjonowały w ramach rozpoznawalnej republikańskiej logiki aż do samego kryzysu lat 50–49 p.n.e.
Punktem wyjścia Gruena jest krytyka historiografii pisana z perspektywy znanego końca. Skoro wiemy, że Cezar przekroczył Rubikon, że wybuchła wojna domowa, że później nastał August i monarchia, łatwo czytać całe poprzednie półwiecze jako marsz ku katastrofie. Gruen uważa to za błąd. W jego ujęciu historycy zbyt często traktowali wydarzenia wcześniejsze jako „symptomy” nieuchronnego upadku. Przemoc uliczna, korupcja wyborcza, procesy polityczne, ambicje Pompejusza i Cezara, działania Katona, napięcia społeczne czy niezadowolenie armii. Gruen przyznaje, że to wszystko istniało, ale nie oznaczało jeszcze śmierci systemu. Ludzie żyjący w latach 70., 60. i 50. p.n.e. nie wiedzieli, że są „ostatnim pokoleniem Republiki”. Nie działali tak, jakby Republika była skazana na zagładę. Posługiwali się tradycyjnymi instrumentami: wyborami, senatem, ustawami, patronatem, sądami, sojuszami rodowymi, interpretacją prawa i sporem o dignitas. Gruen zgadza się, że Republika była rządzona przez oligarchię, ale nie traktuje tego jako objawu schyłku, ponieważ tak właśnie funkcjonował system republikański od dawna, od zawsze praktycznie. Rządziły wielkie rody, sieci rodzinne, patronat, prestiż rodowy, układy osobiste, małżeństwa i doraźne koalicje. Jego zdaniem w ostatnim pokoleniu Republiki ta arystokratyczna struktura nie została obalona. Wielkie rody — Klaudiusze, Metellowie, Lentulusowie, Marcellusowie, Pizonowie, Lepidowie i inni — nadal odgrywały kluczową rolę. Konsulat pozostawał w dużej mierze domeną nobilitas. Wyborcy nadal preferowali nazwiska o dawnym prestiżu. To prowadzi Gruena do wniosku, że polityka lat 60. i 50. p.n.e. nie była jeszcze polityką nowego typu, zdominowaną przez wodzów stojących ponad Republiką. Była w dużej mierze kontynuacją tradycyjnej gry arystokratycznej.
Gruen odrzuca także schematy, jak optimates kontra populares, konserwatyści kontra radykałowie, republikanie kontra przyszli monarchiści. W praktyce linie podziału były zmienne, wielowarstwowe i często osobiste. Cezar mógł korzystać z haseł popularów, ale zarazem działał w ramach tradycyjnej ścieżki kariery arystokratycznej i szukał powiązań z elitą. Pompejusz nie był antyrepublikańskim wodzem z zewnątrz, lecz człowiekiem, który zabiegał o uznanie przez arystokrację. Katon nie był przywódcą zwartej partii konserwatywnej, lecz ideologicznym graczem w szerszym, bardziej płynnym systemie. Dla Gruena rzymska polityka była siecią doraźnych sojuszy, nie systemem nowoczesnych partii. Dlatego jego zdaniem pierwszego triumwiratu nie należy rozumieć jako początku dyktatury trzech wodzów, lecz jako jeden z wielu arystokratycznych układów, tyle że wyjątkowo silny i spektakularny.
Republika Rzymska w ostatnim pokoleniu była oligarchiczna, brutalna, nierówna i pełna napięć, ponieważ taki był świat starożytny, ale nadal działała. Jej instytucje nie były pustą fasadą. Senat, wybory, sądy, ustawy, patronat i arystokratyczne koalicje nadal organizowały życie polityczne. Wielcy wodzowie, tacy jak Pompejusz i Cezar, nie stali całkowicie poza systemem. Próbowali zdobywać przewagę za pomocą tradycyjnych narzędzi republikańskiej rywalizacji. Katastrofa przyszła nie dlatego, że Republika była od dawna martwa, lecz dlatego, że w latach 50–49 p.n.e. konflikt o status Cezara, prestiż elit, interpretację prawa i równowagę sił doprowadził do fatalnej polaryzacji. Przekroczenie Rubikonu nie było końcowym objawem długiej choroby, lecz początkiem procesu, który dopiero zniszczył Republikę. Gdy wojny trwały przez niemal dwie dekady, objęły całe imperium śródziemnomorskie i zrujnowały dawną klasę polityczną, powrót do dawnego porządku stał się niemożliwy. August mógł zachować republikańską fasadę, ale realna Republika była już nie do odtworzenia.
Syme widzi lata 49–27 p.n.e. jako rewolucję, w której stara oligarchia została zastąpiona nową elitą skupioną wokół Augusta. Gruen nie neguje, że ostatecznie tak się stało, ale sprzeciwia się determinizmowi Syme. Dla niego przed 49 r. p.n.e. nie było pełnego rozpadu instytucji, nie było trwałego przejęcia państwa przez wodzów, nie było rewolucyjnej mobilizacji plebsu ani armii. Były tradycyjne konflikty arystokratyczne, które wymknęły się spod kontroli.
Przyznaje, że bliższe jest mi podejście Gruena niż Syme, ale różnice między nimi nie są tak drastyczne jakby się wydawało.

Świetna lektura i dla Pana Doktora odskocznia od ChRL, ale jednak widzę tu pewne wątki analogii logiki polityki.
Przypomniała mi się Pańska rozmowa o KPCh w serii podcastów OSW. Porównał Pan wtedy frakcje KPCh i logikę funkcjonowania ich w ChRL do Republiki Rzymskiej – w pełni się zgadzam z tą analogią. Nobilowie (nomeklatura), rody (frakcje partyjne), republika (republika ludowa), oligarchia (oligarchia), princeps (gensek Xi, ale może to już bardziej nowy chiński „princeps”?) ;).
PS polecam serię fabularyzowanych książek o Cyceronie autorstwa R. Harrisa (Fatherland, Autor Widmo, etc.): https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5040113/trylogia-rzymska-tom-1-3
PolubieniePolubienie
Tak, ale też nie chcę wszystkiego „robić o Chinach”. To nudne i dla mnie i dla czytelników, no nie?
PolubieniePolubienie
Tak jest! Stąd też dobre wyjścia na Azję Południowo-Wschodnią i Wschodnią.
PolubieniePolubienie
PS oczywiście princeps, to już będzie ewolucja od Republiki w stronę jej fasady (pryncypatu)!
PolubieniePolubienie