Dzisiaj krótko. Są nowe dane gospodarcze Narodowego Biura Statystycznego (NBS) i za wiele nowego nie mam do powiedzenia. Zyski dużych przedsiębiorstw przemysłowych wzrosły rok-do-roku w okresie od stycznia do lipca o 17,6%, lecz w samym lipcu dynamika spadła do 11,2%. Ciekawszy jest rozkład tych zmian. Zyski producentów komputerów i generalnie elektroniki, czy sprzętu komunikacyjnego zwiększyły się o 110%, podczas gdy motoryzacja zanotowała spadek o 20,4%, a sektor materiałów niemetalicznych (silnie związany z budownictwem) aż o 48,2%. NBS przyznaje, że boom w elektronice jest związany z rozwojem „AI+” i rosnącym popytem na moc obliczeniową. Co samo w sobie jest obarczone wszystkimi ryzykami „bańki AI”.
Czy to cokolwiek zmienia w mojej ocenie stanu i kierunku chińskiej gospodarki? Nie za bardzo. Kontynuacja kombinacji wzmacniania strony podażowej przy tylko werbalnym wsparciu strony podażowej coraz wyraźniej tworzy gospodarkę dwóch prędkości. Nowe technologie, elektronika i infrastruktura cyfrowa przede wszystkim dla AI zaczynają generować realne zyski, ale nie rozwiązują słabości popytu konsumpcyjnego ani tradycyjnych sektorów związanych z nieruchomościami.
Jestem po lekturze „The AI Layoff Trap” Bretta Hemenwaya Falka i Gerry’ego Tsoukalasa, wiec siłą rzeczy widzę pewne analogie. Raport prezentuje bazowy model teoretyczny1 pokazujący, w jakich warunkach racjonalne decyzje firm mogą prowadzić do nadmiernej automatyzacji. Autorzy zakładają sektor złożony z co najmniej dwóch podobnych przedsiębiorstw, które wykonują określoną liczbę zadań. Początkowo wykonują je ludzie, lecz po pojawieniu się AI każda firma może zastąpić część pracowników maszynami. Jedno zautomatyzowane zadanie oznacza w modelu utratę jednego miejsca pracy. AI jest tańsza od człowieka, ale automatyzowanie kolejnych zadań staje się coraz trudniejsze i kosztowniejsze z powodu kosztów integracji.
Kluczowe założenie dotyczy popytu. Pracownicy są jednocześnie konsumentami i wydają część płac na produkty sektora. Właściciele firm mają niższą skłonność do takiej konsumpcji, dlatego w podstawowej wersji modelu przyjmuje się dla uproszczenia, że nie wydają w tym sektorze dochodów kapitałowych. Zwolnienie pracownika zmniejsza więc popyt, chyba że utracony dochód zostanie zastąpiony nową pracą, transferami lub innym źródłem dochodu. Autorzy zakładają, że odzyskiwana jest tylko część utraconej płacy. Najważniejsza asymetria polega na tym, że firma automatyzująca zachowuje całość oszczędności kosztowych, natomiast ponosi tylko część szkody wynikającej ze spadku popytu. Reszta uderza w konkurentów. Każda firma ma zatem bodziec, by automatyzować więcej, niż byłoby korzystne dla całego sektora. Firmy są przy tym racjonalne i wiedzą, że masowe zwolnienia zmniejszą przyszły popyt, ale problem nie wynika z krótkowzroczności, lecz ze struktury bodźców.
Wiem, że model upraszcza rzeczywistość, ale od tego są modele, aby pokazać mechanizm a nie odzwierciedlać rzeczywistość jeden do jednego. Co to ma jednak wspólnego z Chinami?
Wygląda na to, że przywódcy KPCh ręcznym sterowaniem gospodarką osiągnęli podobny efekt – tak wiem, mechanizm jest inny – zwiększają podaż i duszą popyt. Na razie ratuje ich eksport, ale kiedy on się urwie…
—
1 Autorzy wychodzą w dalszej części raportu poza model bazowy i rozluźniają część tych założeń. Pozwalają m.in. na zmienne płace, wejście nowych firm, wzrost produktywności AI, konsumpcję właścicieli oraz bardziej złożoną konkurencję, ale twierdzą, że zasadniczy mechanizm „wyścigu automatyzacyjnego” pozostaje.
