Z przyjemnością udzieliłem wywiadu redaktorowi Tomaszowi Kilian do jego artykułu o robotach humanoidalnych, do którego przyczynkiem były te nieszczęsne igrzyska robotów w sierpniu w Pekinie. Show na obiektach olimpijskich spotkało się ze zrozumiałym zainteresowanie, ale też wywołało mniej dla mnie zrozumiałą głupwakę.
Wiem, że robot humanoidalny wydają się naturalnym ciałem dla sztucznej inteligencji. Świat został przecież zbudowany dla ludzi. Wszystko co nas otacza, klamki, schody, narzędzia, półki i stanowiska pracy zostało stworzone dla dwóch rąk ręce, dwóch nóg i wzrost mniej więcej dorosłego człowieka. Jeśli maszyna ma funkcjonować w istniejących fabrykach, magazynach czy domach, naśladowanie ludzkiej anatomii jest przy jej budowie rozsądnie. Problem w tym, że natura potrzebowała setek milionów lat, by dopracować tę konstrukcję.
Dzisiejsze humanoidy są imponujące podczas demonstracji, lecz znacznie mniej przekonujące podczas ośmiogodzinnej zmiany. Chodzenie na dwóch nogach jest energetycznie kosztowne i trudne do kontrolowania. Manipulowanie przedmiotami wymaga nie tylko zręcznych dłoni, ale także niezwykle precyzyjnej koordynacji wzroku, dotyku i siły. Człowiek bez namysłu podnosi śliską szklankę, odsuwa krzesło lub omija leżący kabel. Dla robota każda z tych czynności jest problemem percepcji, planowania i kontroli wykonywanym w czasie rzeczywistym.
Ucieleśnione AI (embodied AI) dodaje kolejną warstwę trudności. Modele językowe mogą popełnić błąd i wygenerować niedorzeczne zdanie. Robot działający w świecie fizycznym może przewrócić regał, uszkodzić maszynę albo popsuć człowieka. Dlatego system musi nie tylko rozumieć polecenia, lecz także oceniać ryzyko, przewidywać skutki ruchów i reagować na sytuacje, których nie widział podczas treningu. A jakby tego było mało to wszystko musi być obliczone lokalnie w samej maszynie, bo nie można polegać na zdalnym sterowaniu przez AI ukryte w bunkrze, kiedy padnie łączność. Tylko jak to zmieścić w małym ciele i jeszcze dostarczyć energię?
Dochodzi ekonomia. Humanoid wyposażony w dziesiątki silników, czujników i kosztowną elektronikę konkuruje często z wózkiem na kołach albo prostym ramieniem przemysłowym, które wykonuje jedno zadanie taniej i niezawodniej.
To nie znaczy, że humanoidy są ślepą uliczką. Ich największą zaletą jest uniwersalność. Jednak właśnie uniwersalność jest najtrudniejszą cechą do osiągnięcia. Paradoks ucieleśnionego AI polega więc na tym, że najbardziej oczywiste ciało dla inteligentnej maszyny może być zarazem najbardziej skomplikowanym.
