W poniedziałek w Nowym Jorku Marco Rubio spotkał się z japońskim ministrem spraw zagranicznych Toshimitsu Motegi i jego południowokoreańskim odpowiednikiem Cho Hyunem. Rozmowa trwała około 40 minut. Trzej ministrowie potwierdzili znaczenie pokoju i stabilności w Cieśninie Tajwańskiej, sprzeciw wobec prób zmiany status quo siłą lub przymusem oraz dalszą współpracę wojskową, gospodarczą i technologiczną. Waszyngton ponownie zapewnił też Tokio i Seul o swoich zobowiązaniach obronnych.

W normalnych okolicznościach byłby to materiał na szczególnie skuteczny środek nasenny. Problem polega na tym, że 24 września Donald Trump ma przyjąć Xi Jinpinga, a Tajwan należy do tematów, w których Pekin chciałby uzyskać amerykańskie ustępstwa. Według Reutersa w Tokio, Seulu i Tajpej istnieje obawa, że prezydent USA może potraktować część polityki wobec Tajwanu jako element większej transakcji obejmującej handel i inne kwestie gospodarcze. Stąd niezwykła użyteczność wspólnych komunikatów. No cóż, dyplomacja jest sztuką wypowiadania rzeczy oczywistych dokładnie wtedy, kiedy istnieje obawa, że przestają być oczywiste.

Japonia ma szczególne powody do nerwowości. Kryzys wokół Tajwanu bezpośrednio dotyczyłby archipelagu Riukiu i amerykańskich baz w Japonii. Korea Południowa patrzy na problem nieco inaczej, ponieważ jej podstawowym zagrożeniem pozostaje Korea Północna, lecz również korzysta z wiarygodności amerykańskich gwarancji. Jeżeli Pekin uzna, że zobowiązania Waszyngtonu można negocjować jak taryfy celne, pytanie szybko przestanie dotyczyć wyłącznie Tajwanu.

Dlatego komunikat obejmował więcej niż Cieśninę Tajwańską. Trzy państwa potwierdziły dalsze ćwiczenia wojskowe i współpracę cybernetyczną, odporność łańcuchów dostaw, kooperację w małych reaktorach modułowych oraz pełną denuklearyzację Korei Północnej. To kolejny dowód, że trójkąt USA–Japonia–Korea Południowa przestaje być jedynie mechanizmem reagowania na pociski Kim Jong Una. Powoli powstaje mechanizm współpracy obejmująca wojsko, technologie, energię i bezpieczeństwo gospodarcze.

Najbardziej wymowna pozostaje jednak kwestia Tajwanu. Trzy państwa poparły jego „znaczący udział” w organizacjach międzynarodowych i ponownie podkreśliły sprzeciw wobec jednostronnego zmieniania regionalnego status quo. Tajpej natychmiast przywitało deklarację z zadowoleniem.

Nie oznacza to, że Tokio i Seul próbują związać Trumpowi ręce. Prezydenta Stanów Zjednoczonych trudno zresztą związać komunikatem wydanym przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Chodzi raczej o podniesienie politycznej ceny ewentualnej zmiany kursu. Jeśli stanowisko USA miałoby się przesunąć, wszyscy będą mogli zauważyć, od jakiego punktu startowało.

To dość smutny obraz amerykańskiego przywództwa w Azji. Sojusznicy spotykają się z sekretarzem stanu, aby publicznie potwierdzić amerykańskie gwarancje na kilkadziesiąt godzin przed tym, jak amerykański prezydent zacznie negocjować z człowiekiem, przed którym te gwarancje mają ich chronić. W dyplomacji nazywa się to koordynacją. W mniej eleganckim języku, sprawdzaniem, czy gospodarz przed wizytą ważnego gościa nie będzie próbował mu sprzedać cudzych mebli.

Nieznane's awatar

Opublikował/a Michał Bogusz

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.