Według doniesień mediów w Tybecie wybuchła gorączka złota. Problem w tym, że złoto ma się znajdować na terenie powiatu Lhünzê ( 隆子县) w  tzw. południowym Tybecie, graniczącym z indyjskim stanem Arunachal Pradesh i  jest to teren sporny między obydwoma państwami.

W przeszłości powiat zamieszkiwało niespełna 30 tysięcy ludzi, obecnie napływa do niego ogromna rzesza górników i wszelkiej maści specjalistów, ale też jak to zwykle bywa ludzi szukających łatwego zarobku. Operacje górnicze są rozdrobnione, ale w sumie przekładają się na dzienne wydobycie rudy złota liczne w tysiącach ton. Ruda jest wysyłana poza region do przetworzenia.

Wiele wskazuje, że gorączka złota jest w dużym stopniu sztucznie napędzana przez Pekin. Owszem, w regionie znajduje się złoto, ale nie w ilościach usprawiedliwiających rozmach całego przedsięwzięcia. Na całym obszarze budowane są linie wysokiego napięcia i infrastruktura komunikacyjna. Lokalne lotnisko jest rozbudowywane, aby mogło przyjmować duże samoloty pasażerskie. I wszystko to ma podwójne, cywilno-wojskowe zastosowanie.

Przeważająca jednak część regionu jest pod kontrolą indyjską i nagła aktywność po chińskiej stronie granicy ma być wycelowana właśnie w New Delhi.

Napięcie miedzy obydwoma krajami ostatnio trochę zmalało, co jest wynikiem rozmów Narednry Modiego z Xi Jinping, ale wygląda na to, że lokalne chińskie władze wojskowe i cywilne mają inny pomysł na rozwój transgranicznych relacji.

Już w czasie kryzysu na Płaskowyżu Doklam nie było jasne, kto do końca kontroluje sprawy po chińskiej stronie. Na ile teraz cała sprawa jest wynikiem inicjatywy lokalnych struktur ALW, a na ile jest świadomym prowokowaniem kryzysu przez Pekin? Trudno powiedzieć.

Od kilku lat ChRL rozbudowuje infrastrukturę wzdłuż granic z Indiami. New Delhi niepokoi się, że ma ona na wymiar strategiczny, przede wszystkim wojskowy.

Moim zdaniem – nie odrzucając całkowicie wymiaru wojskowego, który zawsze stanowi jakąś część kalkulacji politycznych – to głównym celem jest rozwój gospodarczy regionu. Złoto jest w tym wypadku pretekstem, aby rozbudowywać infrastrukturę i lać beton. Oczywiście, na wypadek wojny, będzie wszystko gotowe do użycia.

Paradoks polega na tym, że Pekin już „wysysa” wodę z Turkiestanu Wschodniego. Teraz planuje zabrać ją Tybetańczykom, by uzupełnić braki. Biorąc pod uwagę napięcia między Tybetańczykami a Ujgurami, grozi to kolejnym wybuchem waśni etnicznych. Dziel i rządź?

Inna kwestia to walka o wodę, która staje się na świecie towarem deficytowym. Pisałem wcześniej o testach systemu zasiewania chmur, ale Pekin ma w zanadrzu jeszcze tysiąc kilometrowy tunel, który ma przekierować wody rzeki Yarlung Tsangpo do Turkiestanu Wschodniego (Xinjiang). Problem w tym, że po drugiej stronie granicy Yarlung Tsangpo nazywa się Brahmaputra i dalej na południu łączy się z Gangesem.

Jeżeli projekt zostanie zrealizowany, będzie kolejną kością niezgody między Indiami a ChRL.

Źródło: ArcExplorer na podstawie Natural Earth.

Opublikował/a Michał Bogusz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.