Jeszcze niedawno chińskie władze zachęcały lokalne rządy, fundusze państwowe i prywatny kapitał, by ścigały się w budowie przemysłu robotów humanoidalnych. Teraz Pekin zaczyna sugerować, że wyścig może wymykać się spod kontroli. Narodowa Komisja Rozwoju i Reform (NDRC), główny organ planowania gospodarczego, ostrzegła pod koniec sierpnia, że rozwój sektora powinien odbywać się „zgodnie z lokalnymi warunkami” i w sposób uporządkowany. W języku chińskiej biurokracji brzmi to łagodnie. W praktyce jest to ostre wciśniecie pedału hamowania do samej deski.
Problemem nie jest brak zainteresowania. Wręcz przeciwnie. Roboty humanoidalne stały się jednym z najmodniejszych elementów chińskiej polityki przemysłowej. Władze prowincji tworzą fundusze, parki przemysłowe i programy subsydiów. Państwowe banki otwierają linie kredytowe, a nawet producenci samochodów, firmy internetowe i wszelkie start-upy próbują wejść na rynek. W Chinach działa już ponad 150 firm zajmujących się robotami humanoidalnymi. Xpeng, producent samochodów elektrycznych, rozwija robota IRON i chce w przyszłości produkować go na dużą skalę.
Dla Pekinu robotyka jest atrakcyjna z kilku powodów. Łączy sztuczną inteligencję, zaawansowane czujniki, półprzewodniki, silniki, baterie i precyzyjną mechanikę, czyli te wszystkie dziedziny, w których KPCh chcą osiągnąć technologiczną samowystarczalność. Roboty teoretycznie mogą również częściowo łagodzić skutki starzenia się społeczeństwa i kurczenia zasobów pracy. Doświadczenia zdobyte w przemyśle samochodów elektrycznych sugerują, że ogromny rynek krajowy może pozwolić chińskim firmom szybko obniżać koszty.
Tyle że Pekin zna również drugą stronę tego modelu. W fotowoltaice, bateriach i samochodach elektrycznych system lokalnych subsydiów skłonił dziesiątki regionów do budowania podobnych fabryk. Powstała nadwyżka mocy produkcyjnych, wojny cenowe i firmy utrzymywane przy życiu dzięki tanim kredytom. W oficjalnym dyskursie zjawisko to coraz częściej określa się jako 内卷 (nèijuǎn)1, czyli wyniszczającą konkurencję prowadzącą do coraz mniejszych marż, lecz niekoniecznie do większej produktywności.
Roboty humanoidalne mogą podążyć tą samą drogą. Bariera wejścia wydaje się niższa niż w przypadku produkcji najnowocześniejszych chipów. Wiele firm składa maszyny z podobnych komponentów, prezentuje efektowne prototypy, a następnie stara się przyciągnąć państwowe finansowanie. Tymczasem komercyjny popyt pozostaje niepewny. Robot, który potrafi przejść po scenie, zatańczyć albo przenieść pudełko, niekoniecznie potrafi niezawodnie pracować osiem godzin w fabryce. Robotowi łatwiej przebiec na bieżni 100 m szybciej niż Usan Bolt, niż przejść po zatłoczonej ulicy 100 m.
Ostrzeżenie NDRC nie oznacza jednak odwrotu od robotyki. Pekin chce raczej przejść od fazy mobilizacji do selekcji. Lokalne władze mają przestać kopiować modne projekty, a kapitał ma trafić do firm posiadających realną technologię, klientów i zdolność do produkcji na dużą skalę.
To klasyczny dylemat chińskiej polityki przemysłowej. Państwo potrafi błyskawicznie skierować pieniądze i ludzi do wybranej branży. Znacznie trudniej jest mu powiedzieć, kiedy inwestycji jest już za dużo. Muszę przyznać, że w robotyce Pekin próbuje zrobić to wcześniej niż zwykle. Inaczej, zanim roboty zaczną zastępować ludzi, część z nich może najpierw zastąpić tylko kapitał inwestorów stratami.
—
1 Dosłownie: „zwijanie do wewnątrz”.
