Wczoraj podczas obchodów Dnia Sił Zbrojnych prezydent Lee Jae-myung zapowiedział rozbudowę systemów sztucznej inteligencji, dronów oraz zespołów załogowo-bezzałogowych. Ma to pomóc stworzyć „inteligentne, elitarne” siły zbrojne zdolne funkcjonować mimo kurczącej się liczby poborowych. Jednocześnie Lee chce rozwijać obronę przeciwrakietową wspieraną przez AI, broń laserową i atomowe okręty podwodne oraz zwiększać samodzielność wojskową Korei. To bardzo ambitny plan, ale prawda jest też taka, że Koreańczycy nie mają wielkiego wyboru.

Problem zaczyna się na salach porodowych. Liczba mężczyzn kwalifikujących się do służby wojskowej spadła z 332 tys. w 2019 r. do 257 tys. w 2022 r. Mówić inaczej liczba kandydatów do czynnej służby zmniejszyła się w ciągu dekady o niemal 30%. Ministerstwo obrony przyznaje, że dalszy spadek liczebności roczników poborowych wymusza przebudowę armii do 2040 roku. Można oczywiście zachęcać Koreanki do rodzenia więcej dzieci. Państwo nawet próbowało… Wyszło jak gdzie indziej na świecie.

Dlatego nowa koncepcja armii zakłada zastępowanie części ludzi technologią. Ministerstwo chce rozbudowywać systemy współpracy załogowo-bezzałogowe (manned-unmanned teaming), w których żołnierze współpracują z dronami, robotami i autonomicznymi platformami. Część zadań niezwiązanych bezpośrednio z walką ma zostać przekazana cywilnym wykonawcom, a sama armia ma stać się bardziej profesjonalna i mniej zależna od masowego użycia piechoty. Oficjalnym celem reformy jest wręcz „oszczędzająca personel struktura sił” oparta na AI i systemach załogowo-bezzałogowych.

Pieniądze zaczynają odpowiadać retoryce. Budżet na wojskową AI wzrósł w 2026 roku z 28,3 mld do 124,4 mld KRW, a wydatki na systemy załogowo-bezzałogowe przekroczyły 216 mld KRW. Osobny program „500 tys. wojowników dronowych” ma sprawić, że obsługa bezzałogowców stanie się powszechną kompetencją w armii. Nazwa programu jest pocieszająca. Skoro nie można mieć pół miliona dodatkowych żołnierzy, zawsze można mieć pół miliona „żołnierzy”, którzy przynajmniej potrafią sterować czymś, co lata.

Technologia rzeczywiście może zmniejszyć zapotrzebowanie na ludzi. Autonomiczne systemy obserwacyjne mogą pilnować strefy zdemilitaryzowanej z KRLD. Drony mogą wykonywać rozpoznanie i dostarczać amunicję. Roboty mogą prowadzić działania w miejscach szczególnie niebezpiecznych. Algorytmy mogą pomagać dowódcom przetwarzać tysiące danych szybciej, niż zrobiłby to kolejny sztab pełen oficerów. Korea ma przy tym wyjątkowo dobre warunki do takiej transformacji. Dysponuje światowej klasy elektroniką, półprzewodnikami, telekomunikacją, przemysłem stoczniowym i motoryzacyjnym. Jeżeli jakiekolwiek państwo średniej wielkości może spróbować zamienić przewagę technologiczną w substytut liczebności, to Korea jest jednym z nich.

Wciąż pozostanie jeden drobny problem, że AI nie zajmuje terenu. Dron może znaleźć przeciwnika, robot przewieźć amunicję, a algorytm wskazać cel. Ktoś nadal musi utrzymywać bazy, chronić lotniska, naprawiać sprzęt, pilnować granic i działać wtedy, gdy łączność zostanie zakłócona. Wojna w Ukrainie pokazała jednocześnie ogromną wartość dronów i irytującą trwałość starej zasady, że do prowadzenia długiej wojny wciąż potrzeba ludzi, wielu ludzi. Dlatego prawdziwa koreańska rewolucja nie polega na zastąpieniu żołnierza robotem. Polega na próbie sprawienia, aby każdy przyszły żołnierz wykonywał pracę kilku obecnych.

Nieznane's awatar

Opublikował/a Michał Bogusz

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.