Singapur potrafi regulować niemal wszystko. Zakazano gumy do żucia, aby nigdzie się nie przeczepiała i zakazano graffiti pod groźbą trzech do ośmiu batów. „SIN city” nie może jednak uregulować powietrza napływającego od sąsiadów. Wraz z nasileniem się pożarów w Indonezji smog powraca, przypominając miastu-państwu, że regionalne zanieczyszczenie jest kwestią transgraniczną. Nasilający się spór między Singapur i Dżakartą to nie tylko kłótnia o kierunek wiatru, ale też konflikt o to, kto czerpie zyski z eksploatacji ziemi, a kto płaci rachunek za oddychanie.
Źródłem smogu nie są przede wszystkim spaliny samochodowe. Jest nim wypalanie lasów i terenów, zwłaszcza na Sumatrze i Kalimantan, w celu przygotowania ich pod farmy oleju palmowego. Osuszanie terenów torfowych, złożonych z nagromadzonych materiałów roślinnych, zamienia wilgotne rezerwuary węgla w paliwo. Kiedy się zapalą, mogą nadal płonąć pod powierzchnią miesiącami. To prawda, że w tym roku susza związana z zjawiskiem El Niño pogłębia zagrożenie, lecz to nie El Niño kopie kanały odwadniające, czy wydaje za łapówki zezwoleń dla plantatorów.
Smog zawiera drobne cząsteczki, które mogą przedostać się do płuc i dostać się do krwiobiegu. Szkody obejmują podrażnienie oczu i dróg oddechowych, ataki astmy oraz zaostrzenie chorób serca i płuc. Najbardziej narażone są dzieci, osoby starsze i kobiety w ciąży, a także osoby pracujące na zewnątrz budynków. Możliwość ochrony za pomocą filtrowanego powietrza zależy od dochodów. Bogaci spędzają czas w klimatyzowanych pomieszczeniach z filtrowanym powietrzem, biedni muszą wyjść na zewnątrz do pracy.
Z dyplomatycznego punktu widzenia żądanie rozliczenia krzyżuje się z wrażliwością na kwestie suwerenności. Singapur wysłał ostrzeżenia do firm, które oskarża o wywołanie pożarów, ale faktem jest, że wiele firm operujących w Indonezji jest zarejestrowanych w Singapurze i tutaj „mieszka” kapitał za nimi stojący. Pieniądze mogą przekraczać granice z taką samą łatwością, z jaką przemieszcza się dym. Singapurskie prawo dotyczące transgranicznego zanieczyszczenia umożliwia ściganie przedsiębiorstw, jednak trudności z udowodnieniem odpowiedzialności i zebraniem dowodów na terytorium innego państwa pozostają wygodnymi przeszkodami. Odstraszająca grzywna na papierze nic nie daje, jeśli nie można lub nie chce się dotrzeć do sprawcy.
Indonezyjska administracja opowiada za to o tlenie, jaki lasy tego państwa dostarczają sąsiadom, ale równocześnie ogranicza eksport gazu do Singapuru i zapowiada limity w przesyłaniu prądu. Singapurczycy widzą w tym odwet za krytykę. Dżakarta powołuje się na swoje potrzeby wewnętrzne, więc może to nie rewanż faktycznie. Pewne jest tylko, że brak zaufania pogłębiają kryzys.
Czy można zapobiec smogowi? Możliwe jest jego radykalne ograniczenie, ale zapewnienia o całkowitej likwidacji dymu nie są realne. Priorytetem jest ponowne nawodnienie torfowisk i powstrzymanie ich wysychania, pomoc rolnikom w przygotowaniu gleby bez wypalania oraz masowa walka z pożarami, aby zapobiec ich rozprzestrzenianiu się. Do tego monitoring satelitarny musi iść w parze z jasnymi mapami terenów, gdzie są dopuszczone uprawy, a gdzie musi być zachowane naturalne środowisko. Singapur może wnieść wkład w postaci finansowania i doświadczenia, a Indonezja może przekształcić ochronę suwerenności w ochronę ludności. Tylko to brzmi dobrze na papierze, a w rzeczywistości łatwiej okładać się inwektywami i zwalać winę na druga stronę.
Dlatego chociaż ASEAN dysponuje już planem działania na rzecz regionu wolnego od transgranicznego smogu do 2030 roku, to brakuje jednak zachęty ekonomicznej. Prawdziwym sprawdzianem nie jest liczba spotkań organizowanych przez rządy, ale ilość ziemi, która pozostaje wilgotna, oraz liczba sprawców, którzy faktycznie ponoszą karę za wypalanie dziewiczych lasów. Pora deszczowa, która nadejdzie w listopadzie może chwilowo oczyścić niebo, ale nie zmieni rachunków przedsiębiorstw. Dopóki zyski z wypalania lasów pozostają prywatne, a straty rozkładają się na miliony płuc, to dyplomacja będzie czekać na lepszą pogodę, a mieszkańcy będą czekać na czyste powietrze.
