g20_hangzhou

Od paru miesięcy propaganda ChRL bombardowała opinię publiczną w kraju i zagranicą na temat, jakim to sukcesem będzie szczyt G20 w Hangzhou. W międzyczasie zdążono w ramach przygotowania do szczytu nawet podjąć kilka zadziwiających decyzji, do czego zresztą rządzący ChRL zdążyli już nas przyzwyczaić.

Dopiero parę tygodni przed inauguracja spotkania zaczęto zmieniać ton. Rządowe media zaczęły przebąkiwać, że Zachód planuje sabotować rozmowy w czasie szczytu i robi to w celu obniżenia prestiżu Chin Ludowych.

Owszem, szczyt nie przyniósł nic spektakularnego, ale to wynika raczej z braku pomysłu światowych przywódców na rozwiązanie problemów współczesnego świata, niż z celowego działania przeciwko Pekinowi. Powiedzmy też sobie szczerze: tzw. „światowi przywódcy” są lepsi w tworzeniu problemów niż w ich rozwiązywaniu. Nic więc dziwnego, że najciekawszym elementem szczytu była część artystyczna.

Mimo wszystko przy okazji szczytu miało miejsce kilka mniejszych zdarzeń, dzięki którym można powiedzieć, że było to coś więcej niż pretensjonalne, bezgustowne i pozbawione większego znaczenia spotkanie kilku raczej ciemnych charakterów.

Na początku mieliśmy do czynienia z farsą związaną z czerwonym dywanem dla Baracka Obamy. Mimo wymagań protokołu dyplomatycznego, gospodarze nie rozwinęli dla prezydenta Stanów Zjednoczonych czerwonego dywanu. Nie można dzisiaj powiedzieć, czy było to rzeczywiście nieporozumienie, czy celowe działania, ale incydent szybko przemienił się w pyskówkę między urzędnikami niższego szczebla obu krajów. Trudno jednak nie podejrzewać, że Pekin chciał przynajmniej w ten sposób odegrać się na Obamie za „zwrot ku Azji” i może też choć trochę pomóc Trumpowi. W sumie to zapas świeżej amunicji dla jego kampanii: „nie szanują nas” itp.

Drugim wydarzeniem „towarzyskim” było nazwanie Obamy „skurwysynem” (son of a whore) przez prezydenta Filipin Rodrigo Duterte. Obama odwołał wspólne spotkanie, a Duterte po fakcie przeprosił. Jednak sam fakt, że zajmujemy się takimi nic nie znaczącymi wydarzeniami dowodzi, jak nie wiele się wydarzyło na tym szczycie.

Największym osiągnięciem szczytu ma być wspólna zgoda Pekinu i Waszyngtonu na ratyfikację Porozumienia z Paryża, które kontynuuje i pogłębia Protokół z Kioto. Obydwa kraje wspólnie odpowiadają za emisję około 40% gazów cieplarnianych, więc jest to krok w dobrym kierunku, ale Porozumienie jeszcze nie weszło w życie – do tej pory tylko 27 ze 180 sygnatariuszy je ratyfikowało. Nade wszystko niewiele ma to wspólnego z samym szczytem G20.

Reszta jest już listą samych negatywów.

Nie zawarto żadnego porozumienia w sprawie Syrii. Dlatego rzeź będzie kontynuowana, a rzeka uchodźców nie ustanie. Nikt nie ustąpi.

Theresa May otrzymała jasny komunikat, że Wielka Brytania nie może liczyć na szybką ścieżkę w zawieraniu dwustronnych porozumień handlowych z resztą klubu G20, który odpowiada za około 85% światowej gospodarki. Jednoznacznie dano jej do zrozumienia, że Londyn został sam z piwem, które naważył. Rolę serwującego gorzką pigułkę przyjęła na siebie Japonia, przekazując brytyjskiej delegacji kilkunastostronicową notatkę opisującą plany przeniesienia się na kontynent japońskich firm, które zatrudniają w Wielkiej Brytanii przeszło sto tysięcy osób. Negatywne konsekwencje Brexitu powoli się rozkręcają.

Przez cały szczyt przewijały się też obawy o populizm i narastające na świecie niezadowolenie z tradycyjnych elit politycznych. No cóż, cały szczyt był dowodem, że mimo negatywnych konsekwencji powszechnego niezadowolenia z elit pod postacią wzrostu populizmu i ksenofobi, to sam brak satysfakcji z rządzących światem ma jak najbardziej uzasadnione źródła w ich indolencji.

Na zakończenie szczytu były, jak to w Chinach fajerwerki, ale największą „petardę” odpaliła jednak już na samym początku Korea Północna, która nawet nie była zaproszona. 5 września, kiedy zaczynał się szczyt, wystrzelono trzy rakiety średniego zasięgu, które po przeleceniu około 600 kilometrów spadły do Morza Japońskiego. Kim „trzeci” dał jasno do zrozumienia Pekinowi, że nie będzie tylko jego pionkiem.

I to chyba tyle zapamiętamy z tego szczytu…

Opublikował/a Michał Bogusz

3 Comments

  1. […] Waszyngtonie poczekano z ogłoszeniem (nieoficjalnym jeszcze) na zakończenie szczytu G20 w Hangzhou. Podobnie postąpiła też Japonia z pomocą wojskową dla […]

    Polubienie

    Odpowiedz

  2. […] i program kosmiczny. Nie zabrakło także wzmianki o sukcesach na arenie międzynarodowej: szczyt G20, Nowy Jedwabny Szlak, czy Azjatycki Bank Inwestycji […]

    Polubienie

    Odpowiedz

  3. […] To co się liczy to zejście Duterte na ziemię i powrót Manili do polityki walki o swoje prawa w regionie. Logiczną konsekwencją tego będzie teraz ponowne zbliżenie z Waszyngtonem. Problem w tym taki, iż Donald Trump zaczął ostatnio pałać ciepłym uczuciem w stosunku do Pekinu. Może się zdarzyć, iż Duterte jeszcze zatęskni za Barckiem Obamą. […]

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.