W ostatnich latach mamy do czynienia z tzw. nowym wyścigiem do Afryki. Moim skromnym zdaniem ten termin, obciążony kolonialną przeszłością, niewiele jednak tłumaczy, a wręcz zaburza obraz tego, co się dzieje.

Wbrew obiegowym opiniom celem nowego wyścigu nie są zasoby, choć są one brane pod uwagę, ale przyszłość globalnego handlu. Przyszłość będzie należeć do tego, kto zdoła włączyć rozwijającą się Afrykę do swojego ekosystemu gospodarczego, poprzez standardy techniczne, prawne czy przyjęte praktyki handlowe.

Zachód upojony zwycięstwem w zimnej wojnie, przekonany o „końcu historii” zignorował Afrykę i jej potrzeby rozwojowe. Nawet dzisiaj postrzega ją przez pryzmat pomocowy, w stylu budowania studni, a nie szans inwestycyjnych i rozwojowych.

W nowym wyścigu pozycję lidera zajmuje obecnie ChRL, co wynika z trzech faktów.

To Pekin pierwszy zorientował się z procesów globalnych i wagi, jaką zajmie w nich Afryka ze swoją rosnącą populacją i zasobami, w efekcie to ChRL wyszła pierwsza poza schemat pomocowy i zaczęła poważne inwestycje na kontynencie.

ChRL jest też nieobciążana kolonialną przeszłością, a wręcz często przedstawia się jako ofiara kolonializmu, co ułatwia znalezienie wspólnej płaszczyzny i dialog z państwami afrykańskimi.

Najważniejszą przewagę daje Pekinowi autorytarny system polityczny, który pozwala na szybkiej uruchamianie zasobów zarówno państwowych jak i firm zarządzanych prywatnie. Nic dziwnego, że środki zainwestowane przez ChRL od 2005 roku w Afryce oscylują wokół  70 miliardów USD (stan na początek 2017).

Dominującej pozycji ChRL zagraża obecnie nie introwertyczna UE, ani nawet Stany Zjednoczone, który skupiają się na tworzeniu terrorystów, z którymi potem mogą bohatersko walczyć, ale Japonia.

Około 2014 roku Tokio zorientowało się w działaniach Pekinu w Afryce1 oraz z tego, jaką wagę będą one miały dla przyszłości globalnej gospodarki i na to, kto zdominuje przyszłość globalizacji. Przygotowano wtedy trzyletni plan już nie tylko pomocy, ale przede wszystkim konkretnych inwestycji komercyjnych, wartych 32 miliardy USD, kiedy w poprzednim dziesięcioleciu (2004-2014) zaangażowane sumy w Afryce nie przekroczyły nawet miliarda USD.

Co ciekawe, Tokio zdając sobie sprawę, że nie może konkurować z Pekinem szybkością inwestycji, postawiło na ich jakość i pozytywny wymiar społeczny oraz ekonomiczny.

Kiedy chińskie inwestycje są obłożone niewielkimi wymaganiami środowiskowymi, opierają się na swobodnych kalkulacjach ekonomicznych (kredyty są przecież gwarantowane przez lokalne rządy),2 a chińskie firmy sprowadzają z ChRL wszystko od ludzi po materiały, to Japończycy wszystko robią na odwrót.

Starają się by projekty nie tylko nie wpłynęły negatywnie na komfort życia mieszkańców, ale wręcz powinny mieć pozytywny wpływ na lokalne wspólnoty. Inwestycje muszą być sensowne ekonomicznie i muszą angażować miejscowych przedsiębiorców oraz dawać pracę zwykłym ludziom.

Celem Tokio jest zdobycie społecznego wsparcia dla japońskich inwestycji, tak by lokalne rządy mając do wyboru japońskie i chińskie inwestycje wybierały te pierwsze, widząc, że maja one realny wpływ na życie lokalnych społeczności, co także przekłada się na ich popularność polityczną.

Pekin jest mocno zaniepokojony japońską strategią. Dopóki nie miał realnej konkurencji, bo takiej nie stanowią Europejczycy przyjeżdżający zrobić sobie zdjęcia w slumsach, to afrykańskie rządy były skazane na współpracę. Mimo coraz bardziej widocznych znaków ostrzegawczych, jak choćby pułapka zadłużenia, Pekin może de facto dyktować warunki afrykańskim rządom.

Teraz długoterminowa strategia Japonii, uwypuklania wad chińskich inwestycji oraz oferowania społecznie odpowiedzialnych projektów,3 stwarza nie tylko alternatywę dla chińskiej obecności, ale też budzi nowe oczekiwania, które będą trudne do spełnienia przez chińskich inwestorów.

Jeżeli w Tokio nie zabraknie cierpliwości i będzie kontynuować taką afrykańską politykę, to w perspektywie dekady może zagrozić planom Pekinu.


1 Między innymi przejmowanie centrów surowcowych i tworzenie regionalnych sojuszy politycznych oraz kreowanie lokalnych centrów wzrostu gospodarczego.
2 Niektórzy twierdzą, że z premedytacją Pekin dąży do budowy „białych słoni”, które nie mają szans na zwrot wkładu finansowego i wpędzają poszczególne państwa w pułapkę długu.
3 Czyli czegoś poza zasięgiem percepcyjnym Pekinu.

Opublikował/a Michał Bogusz

2 Comments

  1. […] Wynika to zarówno z umacniania się do niedawna RMB, jak i ze zmniejszenia się dochodów państw afrykańskich w wyniku załamania się cen surowców. Jednak w obliczu wojny celnej z Waszyngtonem Pekin będzie szukał możliwość poszerzenia innych rynków zbytu. W tym celu będzie nawet gotowy na udzielenie kolejnych pożyczek. Co jednak tylko wzmocni podejrzenia o pułapkę kredytową. […]

    Polubienie

    Odpowiedz

  2. […] ciekawe, chyba w odpowiedzi na oskarżenia o kreowanie „pułapki zadłużenia”, Xi Jinping zapowiedział także darowanie długów niektórym państwo, ale nie ma żadnych […]

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.