Na urlopie nie zajmuję się Chinami, ale od czasu do czasu będę wrzucał coś krótkiego „off topic”.
Obejrzałem “The Odyssey” Nolana i spodobała mi się. Gdybym musiał wybierać pewnie wolałbym „The Return” Pasoliniego, ale nie muszę wybierać. Mogą mi się podobać obydwie adaptacje, mimo że tak różne. Pasolini, jak sam tytuł wskazuje, skupił się na powrocie Odyseusza i tym co się dzieje w Itace, więc porównywać można tylko styl i język filmowy.
Nie mam problemu z estetyką ani pierwszej ani drugiej adaptacji. Każdy twórca wybiera własny wizualny język, aby opowiedzieć tę uniwersalną historię. To właśnie uniwersalistyczny charakter mitów powoduje, że mogą być one wyobrażone sobie na milion sposobów i interpretowane przez każdego na własny sposób i użytek. Również kolejne pokolenia używają mitów jak zwierciadła. Przeglądają się w nich i odnajdują swoje bolączki czy nieuświadomione strachy. Odczytują je na nowo i każda generacja ma swojego Odyseusza.
Jakże niedojrzałe są narzekania tych, którzy oglądali jako dziecko wersję Andrieja Konczałowskiego z 1997 r. (Aramand Assante dał Odyseuszowi interesujący rys łotra) i teraz wszystko mierzą do niej — co ciekawe Vanessa Williams jako Kalipso im nie przeszkadzała, a teraz pomstują na obsadę u Nolana.
Podejrzewam, że większość malkontentów nawet nie czytała nigdy tekstu. Inaczej może by zrozumieli, że uniwersalizm „Odysei” pozwala również, żeby Heleną (i Klitajmestrą) była Lupita Nyong’o a Ateną Zendaya. Powiedziałbym nawet, że jeżeli cywilizacja Zachodu ma wciąż promieniować na resztę świata, to wręcz musi być opowieścią dla różnych ludzi, opowiedzianą przez rożnych ludzi. To zabawne, że niektórzy chcieliby zamknąć kulturę europejską w jakimś skansenie lub zrobić z niej Cepelię, a równocześnie maja pretensje do jej uniwersalizmu. To się może tylko skończyć przysłowiową ciupagą w „czterech literach”.
To teraz co mi się nie podobało w adaptacji Nolana – u Pasoliniego podoba mi się wszystko. Po pierwsze, byłem trochę rozczarowany wątkiem w jaskini Polifema. W narracji Homera to moment, kiedy Odyseusz pokazuje się jako prawdziwy trickster („Outis” 😉 ). W filmie Nolana “mrówki” trochę ratują tę scenę, ale niedosyt pozostaje. Druga rzecz, Charlize Theron byłaby moim zdaniem lepsza jako Penelopa a Anne Hathaway jako Kalipso – Hathaway jest tak jednowymiarowa w sumie. To wszystko. Telemach jest archetypową „Zetką” u obu… No cóż, takie czasy i tego nikt nie naprawi. 😈 Na poważnie to historia wychodzenia z cienia „wielkiego” ojca, który wydaje się nadczłowiekiem.
„Odyseja” to opowieść wszech czasów, o wiele bardziej złożona i wielowymiarowa niż „Iliada”. Warto ją zawsze czytać lub słuchać. Czytałem ją lata temu w polskim tłumaczeniu Lucjana Siemieńskiego. Po obejrzeniu filmu sięgnąłem po audiobook nowoczesnego przekładu na angielski Emily R. Wilson. Urzekło mnie jej podejście do roli tłumacza i głębokie zrozumienie tekstu oryginału:
Styl Homera nie jest (…) „arystokratyczny” w tym sensie, jaki moglibyśmy sobie wyobrazić na podstawie późniejszej historii [przekładów] eposu. Język nie jest potoczny i unika wulgaryzmów, ale nie jest też pompatyczny ani górnolotny. (…) „Odyseja” to poemat, który musi charakteryzować się przewidywalnym i charakterystycznym rytmem, łatwo wyczuwalnym podczas głośnego czytania tekstu. Oryginał składa się z wersów sześciostopowych (heksametrów daktylicznych), co stanowi tradycyjny metrum archaicznej greckiej poezji narracyjnej. Zastosowałam pentametr jambiczny, ponieważ jest to tradycyjne metrum regularnej angielskiej poezji narracyjnej – rytm Chaucera, Szekspira, Miltona, Byrona, Keatsa i wielu nowszych poetów anglojęzycznych. (…) Używając języka, który jest w dużej mierze prosty, nie dążę do tego, by Homer brzmiał „prymitywnie”, ale chcę podkreślić fakt, że stylistyczna pompatyczność jest całkowicie niehomerycka.
Efekt jest doskonały i ukazuje ponadczasowy wymiar poematu. Zwłaszcza jako audiobook, bo Homera to powinno się jednak słuchać, choć można i czytać, i także oglądać ruchome ilustracje. Plusem tych ostatnich jest, że co pokolenie odnawiają zainteresowanie mitami, bogami i nie zawsze krystalicznymi bohaterami.
