W Chinach nawet zastrzyk kapitału może mieć charakter profilaktyczny. 6 września osiem kontrolowanych przez państwo instytucji finansowych ogłosiło plany pozyskania łącznie 360 mld RMB (54 mld USD). Agricultural Bank of China otrzyma do 160 mld RMB, Industrial and Commercial Bank of China do RMB mld, a państwowy Export-Import Bank 30 RMB. Kolejne 70 mld RMB trafi do pięciu ubezpieczycieli, w tym China Life, China Taiping i PICC. Ministerstwo Finansów ma dostarczyć około 300 mld RMB, głównie ze specjalnych obligacji skarbowych, a resztę dorzucą państwowe spółki tytoniowe.

Oficjalne wyjaśnienie brzmi znajomo. Więcej kapitału ma pozwolić instytucjom finansowym lepiej „służyć realnej gospodarce”, zwiększać kredytowanie i wspierać „wysokiej jakości rozwój”, bla-bla-bla… Jednak nazwanie operacji pakietem stymulacyjnym jest mylące. Pekin nie wysyła czeków gospodarstwom domowym ani nie finansuje kolejnej fali kolei dużych prędkości. W pierwszej kolejności wzmacnia kondycję instytucji finansowych, przez które od lat finasuje coraz większą część swojej polityki gospodarczej.

Różnica jest ważna. Bank może udzielać więcej kredytów, jeśli ma odpowiedni kapitał. Nie oznacza to jednak, że ktoś zechce je zaciągnąć.

W lipcu wartość nowych kredytów w RMB w Chinach spadła netto o rekordowe 340 mld RMB. Kredyty gospodarstw domowych zmniejszyły się o 460 mld, a przedsiębiorstw o 130 mld. Tempo wzrostu całkowitego portfela kredytów spadło do zaledwie 5,1% rok-do-roku, najniższego poziomu w dostępnych danych. I stało się to mimo coraz tańszego pieniądza.

Problemem Chin nie jest więc przede wszystkim brak zdolności banków do pożyczania. Jest nim brak apetytu na pożyczanie. Gospodarstwa domowe, po pięciu latach kryzysu nieruchomości, spłacają zadłużenie. Prywatni przedsiębiorcy pozostają ostrożni wobec nowych inwestycji. Deweloperzy nie są już wielkim silnikiem popytu na kredyty. Samorządy natomiast mają już tyle długu, że część rządowych operacji finansowych służy bardziej refinansowaniu starych zobowiązań niż finansowaniu nowych przedsięwzięć.

W takich warunkach dokapitalizowanie banków przypomina zamontowanie większego zbiornika paliwa w samochodzie, którego się popsuł i stoi na poboczu. Zbiornik może się jednak przydać z innego powodu. Chińskie banki są coraz mniej rentowne. Ich średnia marża odsetkowa netto spadła do około 1,41% w połowie 2026 roku. Banki obniżają oprocentowanie kredytów zgodnie z politycznym nakazem wspierania gospodarki, lecz równocześnie muszą chronić depozytariuszy, wypłacać dywidendy państwowym właścicielom i finansować preferowane przez KPCh sektory, od półprzewodników po zieloną energetykę.

Oczywiście, na papierze pozostają dobrze skapitalizowane. W czerwcu średni współczynnik wypłacalności sektora wynosił około 15%, znacznie powyżej minimum regulacyjnego. Pekin nie gasi więc pożaru. Kupuje gaśnice, zanim znim zacznie się dymić.

Jeszcze ciekawsze jest objęcie operacją ubezpieczycieli. Długotrwały spadek stóp procentowych zmniejsza dochody z obligacji, w które lokują oni ogromne pieniądze, podczas gdy zobowiązania wynikające ze starszych polis pozostają wysokie. Państwowi giganci mają ponadto przejmować część problemów słabszych ubezpieczycieli. Większy kapitał daje im też możliwość kupowania większej ilości akcji, czego Pekin od nich oczekuje, ponieważ ubezpieczyciele mają stać się źródłem „cierpliwego”, długoterminowego kapitału stabilizującego giełdę.

W tym sensie 360 mld RMB służy jednocześnie kilku celom. Zwiększa bufory bezpieczeństwa, chroni zdolność banków do kredytowania, pomaga ubezpieczycielom absorbować słabsze firmy i daje państwu kolejnego dużego nabywcę chińskich akcji.

Nie jest to zresztą pierwszy taki zabieg. W 2025 roku Pekin dokapitalizował cztery wielkie banki kwotą około 520 mld RMB. Tegoroczna operacja rozszerza mechanizm na ubezpieczenia. Powoli wyłania się więc nowy model. Zamiast okresowo ratować poszczególne instytucje, państwo regularnie odnawia kapitał całej finansowej infrastruktury swojej polityki gospodarczej.

To także mówi coś o tym, czego Pekin nie robi. Przy gospodarce rosnącej wolniej, słabym rynku nieruchomości i wyjątkowo mizernym popycie na kredyt mógłby przesunąć większą część fiskalnego arsenału bezpośrednio do gospodarstw domowych. Zamiast tego nadal preferuje kanały, które kontroluje, czyli banki, ubezpieczycieli, fundusze państwowe i inwestycje. Nie raz tłumaczyłem mechanizm polityczny takiego wyboru…

Dlatego tych 54 mld USD nie należy odczytywać jako zapowiedzi chińskiego boomu kredytowego. To raczej ubezpieczenie od przedłużającej się stagnacji.

Nieznane's awatar

Opublikował/a Michał Bogusz

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.