Przez lata Tajwan miał bardzo elegancką teorię bezpieczeństwa. Świat potrzebuje jego półprzewodników tak bardzo, że nikt rozsądny nie dopuści do wojny w Cieśninie Tajwańskiej. TSMC było więc jednocześnie fabryką, narodowym skarbem i czymś w rodzaju zakładnika, którego wartość miała odstraszać potencjalnych porywaczy. Ta teoria została nazywana krzemową tarczą. Problem polega na tym, że sojusznicy Tajwanu najwyraźniej postanowili sprawdzić, czy da się zachować tarczę, przenosząc jej kawałki za granicę.

TSMC inwestuje dziesiątki miliardów dolarów w Stanach Zjednoczonych, Japonii i Europie. W Arizonie powstaje cały kompleks produkcyjny, w Japonii rozbudowywany jest klaster wokół Kumamoto, a w Niemczech tajwańska firma współtworzy fabrykę z europejskimi producentami półprzewodników. Oficjalna interpretacja jest optymistyczna, nie chodzi o przenoszenie przemysłu z Tajwanu, lecz o tworzenie odporniejszej, demokratycznej sieci dostaw.

Jo…

W bardziej przyziemnym języku oznacza to, że Stany Zjednoczone, Japonia i Europa chcą być mniej zależne od fabryk znajdujących się 180 km od wybrzeża Chin. Z ich punktu widzenia jest to całkowicie racjonalne. Z punktu widzenia Tajwanu, nie brzmi to już tak fajnie.

Dotychczas krzemowa tarcza opierała się bowiem na brutalnie prostej logice koncentracji. Jeżeli łańcuchy dostaw najbardziej zaawansowanych chipów są skupione na Tajwanie, destabilizacja wyspy zaboli wszystkich. Lecz im więcej produkcji można odtworzyć w Arizonie, Kumamoto czy Dreźnie, tym mniejsza staje się cena ekonomiczna katastrofy w Cieśninie Tajwańskiej.

Tajpej próbuje więc przekonać świat, że tarcza nie znika, tylko zmienia kształt. Zamiast krzemowej tarczy powstaje krzemowa sieć, czyli sieć inwestycji, dostawców, wspólnych przedsięwzięć i zależności, która ma jeszcze mocniej wiązać USA, Japonię i Europę z tajwańskim przemysłem.

Argument nie jest absurdalny. Fabryka TSMC w Arizonie nadal potrzebuje tajwańskiego know-how. Japońskie zakłady są częścią szerszego ekosystemu powiązanego z Tajwanem. Dostawcy sprzętu, chemikaliów, opakowań i usług inżynieryjnych tworzą coraz gęstszą sieć interesów. Im więcej wielkich firm ma pieniądze ulokowane wspólnie z TSMC, tym więcej aktorów ma interes w stabilności Tajwanu.

Niemniej, jest tu pewna niewygodna asymetria… Dla Stanów Zjednoczonych każda fabryka TSMC w Arizonie zwiększa odporność. Dla Tajwanu każda taka fabryka zwiększa odporność USA, ale niekoniecznie Tajwanu.

Właśnie dlatego oficjalne zapewnienia, że „najbardziej zaawansowane technologie pozostaną na wyspie”, są tak ważne. Tajwan musi globalizować swój przemysł na tyle, by zadowolić sojuszników, ale nie na tyle, by stać się dla nich zastępowalnym. Jest to zadanie nieco podobne do rozdawania rodzinnego srebra przy jednoczesnym tłumaczeniu, że największą wartością gospodarstwa pozostaje kredens.

Jeszcze trudniej będzie utrzymać tę równowagę, jeśli Waszyngton zacznie naciskać na przenoszenie coraz bardziej zaawansowanych procesów. Dla Amerykanów argument bezpieczeństwa jest oczywisty, ponieważ nie można opierać infrastruktury AI, przemysłu obronnego i najważniejszych systemów cyfrowych na jednej wyspie znajdującej się w potencjalnej strefie wojny. Dla Tajpej dokładnie ten sam argument brzmi znacznie mniej komfortowo.

Możliwe więc, że krzemowa tarcza nie przeobraża się w silniejszą sieć, lecz po prostu powoli traci swą dawną siłę. Tajwan nadal pozostaje niezastąpiony dzięki koncentracji inżynierów, dostawców i doświadczenia produkcyjnego. Jednak każda zagraniczna inwestycja TSMC ma podwójny skutek. Zwiększa polityczne powiązania z sojusznikami, ale jednocześnie uczy ich, jak żyć z odrobinę mniejszą zależnością od wyspiarzy.

Tajpej mówi więc dziś, że bezpieczeństwo zapewni mu nie koncentracja, lecz współzależność. Być może ma rację. Ale warto pamiętać, że współzależność jest najbardziej przekonującą polisą wtedy, gdy żadna ze stron nie potrafi się łatwo ubezpieczyć osobno.

Nieznane's awatar

Opublikował/a Michał Bogusz

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.