Japonia od lat martwi się, że zabraknie jej ludzi. Najpierw miało zabraknąć pracowników fabryk, potem pielęgniarek, kierowców ciężarówek i opiekunów osób starszych. Teraz okazuje się, że może zabraknąć także marynarzy, którzy w czasie wojny mieliby dowozić amunicję na wyspy leżące naprzeciwko Chin. Tokio znalazło więc rozwiązanie charakterystyczne dla państwa, które od dziesięcioleci próbuje leczyć demografię technologią. Skoro brakuje ludzi, zbudujmy statki, które nie potrzebują ludzi.
Japońskie Ministerstwo Obrony chce od 2027 r. rozwijać autonomiczne transportowce wykorzystujące sztuczną inteligencję. Kamery, radary, systemy satelitarne i algorytmy mają pozwolić jednostkom na samodzielny wybór trasy, nawigację i cumowanie. Początkowo z małą załogą, później być może całkiem bez niej.
Oficjalnym zadaniem będzie transport żołnierzy, paliwa i amunicji na wyspy archipelagu Nansei oraz ewakuacja ludności. W praktyce wystarczy spojrzeć na mapę. Łańcuch Nansei ciągnie się od Kiusiu przez Okinawę aż do Yonaguni, położonej niewiele ponad sto kilometrów od Tajwanu. Japonia nie buduje autonomicznej floty transportowej dlatego, że martwi ją dostarczanie konserw na Hokkaido.
W ostatnich latach Tokio systematycznie zamieniało południowo-zachodnie wyspy w wysuniętą linię obrony. Powstają tam stanowiska radarowe, systemy walki elektronicznej i mobilne wyrzutnie pocisków przeciwokrętowych oraz przeciwlotniczych. Pomysł jest prosty. W razie kryzysu utrudnić chińskiej marynarce wyjście z Morza Wschodniochińskiego na Pacyfik i stworzyć zaplecze dla amerykańskich operacji wokół Tajwanu.
Na prezentacjach w Powerpoint wygląda to znakomicie. Niestety rakiety mają nieprzyjemną cechę, że po wystrzeleniu jednej trzeba ją zastąpić nową. Paliwo się kończy, części się zużywają, a żołnierze jedzą. Garnizon na Yonaguni może być uzbrojony po zęby, ale po kilku dniach intensywnej walki stanie się tylko biernym obserwatorem, jeśli nikt nie dowiezie mu następnej partii amunicji.
To właśnie logistyka jest jednym z najbardziej banalnych i zarazem najbardziej niedocenianych problemów japońskiej strategii. W razie wojny transportowce płynące ku Nansei byłyby oczywistym celem. Chińskie lotnictwo, okręty podwodne i pociski przeciwokrętowe nie musiałyby zniszczyć każdej japońskiej wyrzutni. Wystarczyłoby sprawić, by po pewnym czasie nie miały czym strzelać.
Autonomiczny statek nie czyni zaopatrzenia bezpiecznym. Czyni jednak straty mniej bolesnymi. Zatopienie jednostki bez załogi jest problemem materiałowym. Zatopienie jej wraz z kilkudziesięcioma marynarzami natychmiast staje się również problemem politycznym. Bezzałogowe transportowce można też wysyłać częściej, większą liczbą tras i z większą tolerancją na ryzyko.
Najbardziej ironiczne jest to, że wojskowe rozwiązanie powstało z powodu cywilnej słabości. Japońska żegluga od lat cierpi na niedobór pracowników, więc przemysł zaczął inwestować w autonomiczną nawigację. Program MEGURI2040 doprowadził już do eksploatacji jednostek zdolnych wykonywać znaczną część rejsu bez udziału człowieka. Technologia rozwijana dlatego, że w Japonii nie ma komu pływać, okazuje się przydatna dlatego, że Japonia może kiedyś nie mieć kogo wysłać pod chiński kule.
Kryzys demograficzny, zwykle przedstawiany jako strategiczna katastrofa, zaczyna więc mimowolnie działać jak program modernizacji armii. Brak ludzi wymusza automatyzację. Automatyzacja zwiększa odporność wojskowej logistyki. Państwo, które przez lata martwiło się, że jego społeczeństwo jest zbyt stare, może odkryć, że właśnie dlatego szybciej nauczyło się prowadzić wojnę bez ludzi tam, gdzie ludzi najłatwiej stracić.
Nie oznacza to, że roboty uratują Japonię. Wojna nadal będzie wymagała ludzi, a autonomiczne statki można zakłócać, przejmować i zatapiać. Tokio zaczyna jednak rozumieć coś, czego wiele państw nadal woli nie zauważać. Nowoczesna wojna nie zostanie rozstrzygnięta przez najbardziej efektowny samolot czy najdroższy pocisk. Rozstrzygnie ją także odpowiedź na pytanie, kto po dwóch tygodniach nadal potrafi dostarczać paliwo i amunicję. A jeśli marynarzy brakuje, dobrze przynajmniej mieć statek, który nie zauważył kryzysu demograficznego.
