W czwartek Ludowy Bank Chin (LBCh), oświadczył, że ChRL nie utrzymuje sztucznie niskiego kursu RMB do zapewniania eksportowi przewagi. Komunikat ma charakter techniczny, ale jego prawdziwymi adresatami są nie tyle hazardziści z Forexu, co decydenci ds. handlu w Brukseli i Waszyngtonie. Przesłanie Pekinu można krótko podsumować, jako odp… od się naszej waluty i nie obwiniajcie RMB za problemy waszego przemysłu.

Niestety, jest to niewygodna dla USA i UE półprawda. Owszem, słabszy RMB sprawia, że chińskie produkty są tańsze za granicą. To żadne odkrycie. Niemniej, przewaga handlowa Chin wynika nie tylko z kursu walutowego. Pekin przez lata wspierał całe gałęzie przemysłu subsydiami oraz stworzył warunki do morderczej konkurencji przemysłowej między lokalnymi władzami rożnych szczebli. Skutkiem jest nie tylko większa liczba fabryk, ale przede wszystkim skala.

Europa ma jednak swoją własną odpowiedź, tj. biegunkę raportów. Jak pisałem w czwartek, z punktu widzenia biurokracji jest to sukces, ponieważ każdy problem ma swoją własną sprawę. Z praktycznej perspektywy relacji handlowych Europa zajmuje się jednak klasyfikowaniem symptomów choroby, a nie jej leczeniem, kiedy Pekin nadal pozostaje źródłem zakażenia.

Dlatego narracja o zaniżaniu kursu RMB jest tak atrakcyjna w Brukseli. Proszę mnie źle nie zrozumieć, to jest problem, ale to wciąż tylko jeden z aspektów nierównowagi handlowej UE z ChRL. Rozumiem, że politykom, o wiele łatwiej potępiać „nierównowagę walutową” niż wyjaśnić, jak konkurować z chińskim systemem gospodarczym czy zaproponować reformy. Dodatkowo, jeśli europejski przemysł motoryzacyjny produkuje droższe samochody z powodu droższej energii, surowszych przepisów czy spowolnienia innowacyjności, to też wygodniej jest obwiniać za to kurs RMB, niż coś z tym zrobić.

Za to w Waszyngtonie odpowiedź jest jeszcze bardziej prymitywna, ale możliwe, że skuteczniejsza. USA lubią mówić o „dyplomacji walutowej”, ale gdyby RMB znacznie osłabł, reakcją prawdopodobnie nie byłoby spotkanie „zespołu konsultacyjnego ekspertów do spraw deprecjacji obcych walut”. Nie, Trump zacząłby od razu puszczać wpisy w mediach społecznościowych o „awesome tariffs”. Za tymi poszłyby pewnie dalsza kontrola eksportu, mniejszy dostęp chińskich firm do amerykańskiego rynku oraz seria przepisów w imię „bezpieczeństwa narodowego”.

Dlatego realne ryzyko dla Pekinu stanowią tylko zdecydowane działania. Słabszy RMB daje chińskim eksporterom wytchnienie, ale jeśli LBCh pójdzie za daleko i osłabi chińską walutę zbyt mocno, to da Zachodowi pretekst do nowych barier ochronnych. Dlatego przywódcy ChRL chcą konkurencyjnej waluty, ale nie na tyle, aby inni zdecydowali się zmienić zasady tej gry.

Z drugiej strony prawdą jest też fakt, że nawet silniejszy RMB nie zmieniłyby strukturalnego charakteru tego konfliktu. Przewaga chińskich eksporterów nie wynika z kursu walutowego, ale z lat subsydiowania przez Chiny łańcuchów dostaw, skali czy kosztów oraz oczywiście dumping socjalny. Dlatego, nawet gdyby wartość RMB podskoczyła o 10% lub nawet 20%, nie byłoby to ratunkiem dla większości fabryk w Europie i Ameryce.

Nieznane's awatar

Opublikował/a Michał Bogusz

Skomentuj

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.