Moon Jae-in, prezydent Korei Południowej od objęcia urzędu w maju ubiegłego roku prowadzi ugodową politykę wobec Pekinu i równocześnie antagonizuje Tokio, jedynego sąsiada gotowego wesprzeć Seul przeciw ChRL. Zdrowy rozsądek podpowiadałby, że należałoby działać odwrotnie. Jednak nie tylko zachowanie Seulu wymyka się racjonalnym ocenom, także Pekin nie potrafi wykorzystać działań Moona, dążąc do całkowitej kapitulacji Seulu.

Sam Moon musiał przełknąć w grudniu szereg upokorzeń w czasie państwowej wizyty w ChRL. Upokorzeń, które Pekin dokładnie zaplanował. Najpierw na lotnisku został chłodno przywitany jedynie przez niskiej rangi urzędnika MSZ, potem odmówiono mu zwyczajowego obiadu z premierem Li Keqiang, a na końcu musiał oglądać, jak członek oficjalnego korpusu prasowego koreańskiej delegacji został poważnie pobity przez chińskich agentów ochrony.

Trudno powiedzieć co się stało w ostatnich latach z polityką zagraniczną ChRL. Wcześniej Pekin mógł być wzorem (przynajmniej w większości wypadków) długofalowego planowania, spokojnego reagowania i usypiania czujności otoczenia oraz prezentowania naokoło przyjaznej, ugodowej twarzy.

Jeszcze dziesięć lat temu, Pekin wykorzystałby sytuację by wbić klin między Seul i Tokio. Dzisiaj Pekin prowadzi politykę, nie tylko antagonizującą sąsiadów, ale też prowokuje powstanie, mniej lub bardziej zwartej, antychińskiej koalicji.

Przez ostatnie lata relacjonowałem kolejne przypadki presji militarnej, gospodarczej i politycznej Pekinu praktycznie na wszystkich kierunkach. To Pekin w dużym stopniu doprowadził do zbliżenia indyjsko-japońskiego, a brak współpracy japońsko-południowokoreańskiej jest tylko wynikiem niezrozumiałych  działań Seulu.

ChRL rozpoczeła de facto wojnę gospodarczą przeciwko Korei Południowej w związku z decyzją o rozmieszczeniu systemu THAAD, w odpowiedzi na program nuklearny i rakietowy Korei Północnej. W sytuacji zagrożenia z Północy, Seul nie może zrezygnować z THAAD. Pomijam już kwestię, że oznaczałoby to totalną kapitulację wobec żądań Pekinu, ale nowo wybrany prezydent Moon podjął jednak działania dążące do załagodzenia sytuacji. Na każdym kroku podkreślał wspólną przeszłość obydwu narodów. Od wzajemnych związków kulturowych, po wspomnienia japońskiej okupacji. Moon nawet upamiętnił rocznicę masakry Nanakińskiej.

Równocześnie, jakby dla zaprezentowania równego dystansu w stosunku do Pekinu i Tokio, Seul przeprowadził manewry obronne na wyspach Dokdo (jap. Tekeshima, ang. Liancourt Rocks – zajęte przez Koreę Południową w 1952 roku). Wszystko w sytuacji, kiedy nie ma najmniejszych przesłanek mówiących iż Tokio planuje jakąkolwiek operację militarną w związku ze sporem terytorialnym z Seulem w Cieśninie Koreańskiej.

Ponadto, dwa lata po zawarciu porozumienia dotyczącego „kobiet do towarzystwa” administracja Moona zaczyna mówić, iż zawiera ono „poważne braki” i „nie rozwiązuje kwestii” kobiet zmuszanych do nierządu przez armię cesarską w czasie II wojny światowej.

Oczywiście, także Tokio ma na swoim koncie szereg foux pas, zaczynając od regularnych wizyt prominentnych polityków w świątyni Yasukini.1 Zobaczymy także, czy premier Abe odwiedzi Pyeongchang w czasie nadchodzących zimowych igrzysk olimpijskich, ale do tej pory Tokio miarkuje swoją reakcję na działania Seulu.

Zobacz: Morze Południowochińskie i rakiety Kima oraz Gra pozorów – rakiety Kima i broń dla Tajwanu.

Japonia stanowi nie tylko naturalnego sojusznika Korei Południowej wobec rosnącej siły ChRL i działań reżimu Kimów na Północy, ale jest też zapleczem logistycznym dla Amerykanów, najbliższego sojusznika Seulu.

Zaskakujące są jednak działania ChRL. Pekin nie może liczyć, że Seul podporządkuje mu się. Jest to nierealne, ale z racjonalnego punktu widzenia mógłby wykorzystać napięcia na linii Tokio-Seul, aby rozbić nieprzyjazny sobie związek. Zwłaszcza, że Waszyngton zachowuje do tej pory bierną postawę i nie próbuję pogodzić swoich sojuszników.  Tak się nie dzieje. Wręcz swoją pogardą dla działań Moona, zmusi go prędzej czy później do zbliżenia z Abe.


1 Yasukuni jest poświęcona tym, co oddali życie w służbie Japonii i dla Japończyków Yasukuni odgrywa podobną rolę, jaką w Europie mają pomniki nieznanego żołnierza budowane po I wojnie światowej. Pierwszych pochowano tutaj samurai walczących dla cesarza Meiji w czasie wojny Boshin (1868-69). W latach pięćdziesiątych rząd zaczął udostępniać świątyni listy poległych w czasie wojen, aby każdy mógł zostać upamiętniony. W 1966 roku na liście znaleźli się także zbrodniarze wojenni straceni przez aliantów po II wojnie światowej. Stąd kontrowersje.

Opublikował/a Michał Bogusz

6 Comments

  1. Katarzyna Dyła 09/01/2018 o 10:41

    Dzień dobry. Chciałabym się odnieść do nowego formatu strony. /w poprzednim układzie odnośniki do wcześniejszych wpisów były zaznaczone w taki sposób, że nie miałam wątpliwości, że tym właśnie są. W obecnym formacie odnoszę wrażenie, że po prostu podkreśla Pan najważniejsze informacje. Trochę tak jakbym nie była w stanie ich sama wyłapać. Może przesadzam i jest to tylko moje osobiste wrażenie, ale ciekawa jestem opinii innych czytelników. Pozdrawiam.

    Polubienie

    Odpowiedz

    1. Dzień dobry,
      Problem w tym, że w tym layoucie, jak to w CSS, kolor podkreślenia jet połączony z kolorem nagłówków i tła górnej belki itd. Spróbuję coś z tym zrobić.
      Pzdrw!

      Polubienie

      Odpowiedz

    2. Mam nadzieję, że teraz jest lepiej.

      Polubienie

      Odpowiedz

  2. Może Chiny już są na takim etapie, że nie muszą prowadzić polityki z pochyloną głową.

    Polubienie

    Odpowiedz

    1. Chyba Korea Południowa nie oczekuje od Pekinu pochylania głowy…?

      Polubienie

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s